Raport z październikowego spotkania PIFKOwego (29.10.2016)

Długo przyszło nam czekać na kolejne spotkanie Poznańskiego Instytutu Fanów Kosmicznych Odysei, bo niemal dwa miesiące. Wszyscy byli za sobą stęsknieni, wiele się w międzyczasie wydarzyło, więc każdy chciał nadrobić zaległości. Do tego, na deser seans Doktora Strange’a, na którego sporo z nas czekało z niecierpliwością. Do Starego Browaru punktualnie o 17:00 przybyli Śmiecho, Mavis, Julka, Wookie oraz Bartas z Marlenką i najmłodszym członkiem rodziny Robertem, który ze zrozumiałych względów budził najżywsze zainteresowanie.

Podczas konsumpcji mniej lub bardziej śmieciowego żarcia zaczęliśmy żywo dyskutować na tematy stricte klubowe jak i geekowskie. Na pierwszy plan wyłoniło się omawianie dwóch świeżych seriali science-fiction czyli Luke Cage oraz Westworld. Ten pierwszy nie mógł uniknąć porównywania do poprzednich produkcji Netflixa spod znaku Marvela. Natomiast nowy hit od HBO wzbudził snucie wszelkich teorii spiskowych i rozkminy, co, kto, kiedy i dlaczego. W zasadzie nie wiadomo nawet kiedy dołączyli do grupy Asia, Beata oraz Dellas. A jak Dellas, to oczywiście szybko zaczęły się tematy planszówkowe, jednak nie oznaczało to zejście z nurtu science-fiction, bo żywo zaczęliśmy omawiać rozgrywkę w epickie Twilight Imperium, w której brali udział Dellas, Wookie, Bartas i Mavis, czyli znaczna część obecnych. Czas mijał błyskawicznie i w zasadzie nie wiedzieć kiedy musieliśmy spieszyć się do kina na film. W międzyczasie ustaliliśmy, że w listopadzie wybierzemy się na Arrival, czyli po polsku „Nowy Początek”.

Po wyjściu z sali kinowej, tradycyjnie przenieśliśmy się do Tanki Pubu, gdzie zaczęła się żywa dyskusja na temat Doktora Strange’a. Ogólnie grupa podzieliła się na dwa obozy: jednym film się po prostu podobał, natomiast reszta bawiła się w kinie świetnie, ale sam tytuł pozostawiał dla nich wiele do życzenia. Szczegóły, jak zawsze przeczytacie w naszej PIFKOwej recenzji w oddzielnym artykule na naszej stronie. Oprócz tego temat zszedł również na Star Treka i problem z jego pierwszym filmem kinowym. Powiem tylko, że zwolennicy i miłośnicy dwudziestominutowej sekwencji oglądania USS Enterprise w dokach na orbicie Ziemi byli w znacznej mniejszości 🙂 Oczywiście przez cały wieczór przewinęło się sporo tematów, których nie jestem w stanie spamiętać i tutaj wymieć, wiem tylko, że wszystkie były bardzo geekowskie a nawet bardzo geekowskie. Ostatnie osoby opuściły spotkanie grubo po pierwszej w nocy w bardzo radosnej atmosferze.