Star Trek Enterprise: Harbinger ? recenzja (odcinek 3×15)

W tym odcinku scenarzyści postanowili poruszyć aż trzy istotne wątki dla fabuły całego sezonu. mogłoby się wydawać, że to trochę za dużo jak na jeden odcinek jednak, o dziwo odcinek trzyma równe, wysokie tempo i jest bardzo ciekawy. Pierwszy wątek to eskalacja napięcia pomiędzy Reedem a majorem Hayesem dowódcą oddziału MACO, czyli takich ichnich komandosów. Panowie od początku sezonu nie pałali do siebie sympatią, a teraz Reed zaczyna poważnie podejrzewać, że major czyha na jego stanowisko. Ostatecznie rozwiązują konflikt jak przystało na cywilizowanych mężczyzn za pomocą mięśni. Jest to o tyle ważne, że zbliżamy się do bazy Xindi i lepiej żeby na pokładize Enterprise’a nie było żadnych niedomówień. Drugi wątek to relacja Trip i T’Pol. Muszę tu przyznać, że wychodzi trochę niekonsekwencja scenarzystów, bo dotychczas T’Pol miała się bardziej ku Archerowi, ale jak widać masaż wolkańską akupresurą zbliża ludzi (i nie tylko ludzi). Nie ma co owijać w bawełnę, dochodzi między nimi do czegoś poważniejszego, ale T’Pol wypiera się jakoby działała emocjonalnie. To też ciekawy wątek ze względu na wolkańską kulturę i nie bójcie się będzie miał swój ciąg dalszy. Wreszcie trzeci i najważniejszy wątek w tym odcinku: Archer łapie obcego, który pochodzi z rasy stworzycieli tajemniczych kul. Jak się okazuję, wspomniana parę odcinków wcześniej religia była bliska prawdy i faktycznie kule przekształcają Obszar Delficki w świat, w którym swobodnie mogą żyć. Inaczej rzecz ujmując, poznaliśmy wreszcie prawdziwego wroga ludzkości, dla którego Xindi to zabawki. Odcinek ciekawy, emocjonujący i lekko zabawny. Scenarzyści w formie.