Westworld – The Original (sezon 1, odcinek 1, recenzja)

Trudno było oprzeć się temu serialowi. Pierwsza produkcja HBO spod znaku science-fiction (a przynajmniej innej sobie nie przypominam), która na dodatek ma pretendować do tytułu, który ma zastąpić Grę o Tron jako okręt flagowy stacji. Wszystko doprawione obsadą, na której czele stoi ikona kina, jaką jest sir Anthony Hopkinks, którego z resztą jest to pierwsza przygoda z serialem. Nie było możliwości, żebym nie zaczął oglądać Westworld.

westworld_s01e01_04

Fabularnie jest ciekawie i to nawet bardzo. Tytułowy Westworld to osobliwy park rozrywki dla bogatych. Pozwala on przenieść się do świata dzikiego zachodu. Nie jest to jednak żadna wirtualna rzeczywistość, czy symulacja komputerowa. Wszystko jest prawdziwe, fizyczne. Stałymi mieszkańcami natomiast są roboty, które jak tylko to możliwe przypominają ludzi z krwi i kości i z którymi klienci mogą zrobić dosłownie co tylko im się spodoba. Ktoś chce na wstępie zrobić krwawą jatkę? Proszę bardzo. Chcesz być zastępcą szeryfa? nie ma problemu. Chcesz palić i gwałcić? klient nasz pan. Wszystko to nadzoruje oczywiście póki co bezimienna korporacja z armią ochroniarzy, naukowców i inżynierów, którzy utrzymują park w dobrej formie i konserwują roboty.

westworld_s01e01_01

W ten sposób zarysowują nam się główne wątki serialu, które na chwilę obecną można podzielić na trzy gałęzie: po pierwsze historia samego miasteczka widziana oczami jego mieszkańców – tutaj mamy ciekawy zabieg znany z nieśmiertelnego „Dnia świstaka”, gdzie widzimy monotonię pracy sztucznych postaci, ale też różnicę jakie zachodzą w parku po wgrywaniu najnowszej paczki oprogramowania. Do tego dochodzi też kilka innych ważnych elementów, o których wolałbym nie wspominać, aby nie psuć nikomu zabawy. Kolejnym wątkiem jest oczywiście to, co dzieje się po drugiej stronie lustra, czyli praca firmy nadzorującej pracę parku. Poznajemy twórcę i pomysłodawcę przedsięwzięcia, czyli Roberta Forda, w którego wciela się wspomniany wcześniej Anthony Hopkins oraz korporację, która finansuje park rozrywki. Jest jeszcze najbardziej jak na razie tajemniczy wątek faceta w czerni, którego gra Ed Harris, który jest doświadczonym graczem iszuka dostępu na wyższy poziom rozgrywki. To dzięki niemu poznajemy mniej uczęszczane przez klientów zakątki parku oraz jak okrutnie można się „bawić” w grze.

westworld_s01e01_03

Wszystko to niesamowicie wciąga i przykuwa do ekranu. Mówiąc szczerze, że ponad godzinny odcinek nawet nie wiedziałem kiedy się skończył. Pod tym względem Westworld już może spokojnie zastępować Grę o Tron, przy której mam podobny syndrom podczas każdego niemalże odcinka. Obsada jest rewelacyjna i w sumie nie ma co się dziwić, bo HBO zatrudniło naprawdę sporo znanych twarzy. Do tego dochodzi świetna scenografia i plenery. Widać, ze stacja nie oszczędzała na niczym. Wszystkiemu temu przygrywa bardzo dobra muzyka, którą komponuje oczywiście Ramin Djawadi, czyli człowiek odpowiedzialny za genialną ścieżkę dźwiękową z Gry o Tron. Co więcej, w muzyce Westworlda można znaleźć spore podobieństwa do rzeczonego widowiska fantasy i nie jest to w żadnym przypadku zarzut. Pasuje ona idealnie do klimatu zarówno dzikiego zachodu, jak i science-fiction. Co ciekawe, utwory odgrywane przez pianolę (to charakterystyczne automatyczne pianino, które musi być w każdym westernowym saloonie) to znane nam współcześnie hity, Ja wyłapałem chociażby „Paint in Black” Rolling Stonesów, czy też „Black Hole Sun” od Soundgarden. Nie wiem jaki zamysł ku temu przemawia, ale dla mnie to ciekawa osobliwość.

westworld_s01e01_02

Westworld okazuje się bardzo dobrym serialem, a pierwszy odcinek jest świetnym wprowadzeniem widza do wykreowanego świata. Osobiście wciągnąłem się niesamowicie i praktycznie nie znalazłem nic do czego miałbym się przyczepić, poza jednym wyjątkiem. Już w pierwszym odcinku dostajemy jak na tacy, że korporacja ma jakiś ukryty cel w prowadzeniu tego wyjątkowego parku rozrywki. Oczywiście nic na chwilę obecną więcej nie jest powiedziane, ale jeśli jest tak jak przewiduję, to niestety będzie to bardzo przewidywalny zabieg scenarzystów, w recenzjach kolejnych odcinków dam znać, czy faktycznie miałem rację. Zatem póki co pod tym względem zapala mi się czerwona lampka ostrzegawcza. Poza tymi wątpliwościami nie mogę złego słowa na temat tego serialu powiedzieć. Pozostaje jeszcze nieuniknione porównanie do Gry o Tron, które już kilkakrotnie z resztą się w mojej recenzji przewijało i powiem szczerze, że oprócz rozmachu, jakości i tego o czym już wspomniałem, czyli muzyki ciężko te dwie produkcje porównać. W Westworld nie ma jak na razie miliona wątków, nie ma intryg a i krew i golizna jest o wiele bardziej ograniczona niż w sadze o Westeros. Jest za to dużo bardziej filozoficznie, już widać zapędy twórców do oceny naszego obecnego społeczeństwa i prowokowania widza do głębszego zastanowienia. Póki co jestem zachwycony!