Star Trek Enterprise: Carpenter Street ? recenzja (odcinek 3×11)

W tym odcinku scenarzyści lekko zaszaleli. Fabułą ma się z grubsza tak: pewien odłam gadzich Xindi cofa się w czasie i przebywa na Ziemi, gdzie bada ludzką krew, aby stworzyć broń biologiczną. Rzecz jasna, aby ich zatrzymać, nasz dawny znajomy Daniels wysyła w przeszłość Archera i T’Pol. Dlaczego uważam, że lekko zaszaleli? Chociażby dlatego, że skoro Xindi pojawili się na Ziemi to zastanawia mnie dlaczego po prostu nie zabili na przykład prezydenta albo w inny sposób nie postanowili zmienić biegu historii? Trochę też uwiera mnie fakt, że Archer cofa się do roku 2004 i wszystko wygląda mniej więcej jak nasze obecne czasy. A z innych serii wiemy, że w latach 90′ wybuchła wielka wojna eugeniczna o której nikt tu nie wspomina. Można też się zastanawiać dlaczego Archer zabrał na wyprawę T’Pol, którą można łatwo zdemaskować jako kosmitę i dlaczego właśnie Archer został wysłany? A już zabiło mnie stwierdzenie, że Daniels nie może sam tego załatwić, bo nie ma czasu… Ale mimo tego wszystkiego ten odcinek ogląda się bardzo dobrze. Mimo, że wyraźnie jest to odcinek „oszczędnościowy” bez nie wiadomo jakich efektów specjalnych to historia potrafi wciągnąć a Archer i T’Pol w takich sceneriach po prostu pasują. I na koniec jeszcze mała uwaga do scenarzystów. Gdy nasi wysłannicy w przeszłość, żegnają się z Tripem to byłoby ciekawiej gdyby od razu pojawili się z powrotem na Enterprise. W odcinku znikają i pojawiają się pod koniec odcinka a Trip stwierdza, że dopiero co zniknęli. Jak dla mnie ten odcinek to mocny średniak.