Continuum ? recenzja sezonu 3

Trzeci sezon Continuum za mną i stwierdzam, że uczucie chaosu, które towarzyszyło mi przy drugim sezonie, teraz jakby zniknęło… I to pomimo tego, że twórcy serialu dodali nową, ważną postać. Możliwości są dwie: albo scenarzystom udało się lekko opanować ten chaos, albo ja się do niego przyzwyczaiłem.

Pierwsza opcja wcale nie jest jednak taka niemożliwa… Przede wszystkim do obsady dołącza tylko jedna ważna postać (i chyba dwie mniej ważne). Jednak o wiele ważniejsze jest to, że tymczasowych sojuszy jest o wiele mniej, a postacie przez cały sezon mniej-więcej trzymają się jednej motywacji. Owszem, Kiera ostatecznie łączy siły z Liber8 w walce z rosnącym w siłę Alec’iem, który w międzyczasie odziedziczył sporą korporację do zarządzania, ale reszta bohaterów w mniejszym lub większym stopniu jest stała w uczuciach. Jeden Alec robi wszystko w imię miłości do Emily, drugi daje się wodzić za nos i odrzuca wszystko dla władzy. Liber8 nie dzieli się na grupki, policja ma jakby mniejszy udział w machlojkach, i tak dalej… To wszystko powoduje, że kolejne odcinki ogląda się przyjemniej i spokojniej.

cont_31

Nie bez znaczenia jest też fakt, że twórcy wyjaśnili wreszcie mechanikę podróży w czasie. To powoduje, że widz wie czego się spodziewać oraz jakie są ograniczenia w świecie przedstawionym. I muszę przyznać, że rozwiązanie jest dość interesujące, a do tego twórcy są dość konsekwentni i nie zmieniają koncepcji (co nie oznacza, że nie ma dziur logicznych). Potwierdzone zostało, że mamy do czynienia z wieloświatem i że każda ingerencja z przyszłości tworzy nową linię czasową. Zresztą zostało to pokazane w fajny sposób: kolejni podróżnicy, z których każdy pochodzi z innej wersji przyszłości, czasami mają problemy, aby dogadać się co do swojego wyobrażenia o roku 2077. Niezłe. 🙂

Przy okazji: początkowo denerwowało mnie to, że bohaterowie jakby nie zdawali sobie sprawy z konsekwencji takiego rozwiązania, choć już mieli wszystkie potrzebne informacje przed oczami. Przecież Kiera ciągle myślała o tym, jak tu wrócić do domu, gdy tymczasem taki powrót najzwyklej w świecie nie był już możliwy (bo przyszłość się zmieniła, a więc Kiera wysłana w przyszłość trafi do zupełnie innego roku 2077, niż ten, który zna. Co więcej: zamieszanie w 2012 może spowodować, że ona lub jej dziecko nigdy się nie narodzi!). Na szczęście bohaterzy po krótkim okresie niedostrzegania oczywistości przychodzą po rozum do głowy i nie okazują się kompletnymi głupcami. To oznacza niewielki i spóźniony plus dla twórców. No… Albo chociaż brak dużego minusa.

cont_34

W konstrukcji przedstawionego świata i mechaniki podróży w czasie nie dało się jednak ominąć pewnych dziur logicznych i paradoksów. Przykład? Proszę bardzo: z nowej, dystopijnej przyszłości do roku 2014 przeniósł się pewien żołnierz, aby namieszać w historii i uniemożliwić rozpętanie wojny. Pod koniec sezonu na jego sygnał do 2014 dołączają koledzy z plutonu. Pytanie: dlaczego cała jego drużyna nie przeniosła się za pierwszym razem? Skoro poprawianie historii jest możliwe, to dlaczego co chwilę nie ląduje tu ktoś z ambicjami? I drugie pytanie, nie mniej ważne: skoro ów żołnierz przeniósł się z linii czasowej, w której oryginalnie się nie przenosił, a jego podróż utworzyła nową linię czasową zaczynającą się w 2014 roku, to jakim cudem historia nie została zakłócona i jak w ogóle możliwe było przeniesienie jego plutonu z tej samej – już nieaktualnej – linii czasowej?

cont_32

Serial zbliża się ku końcowi, a czwarty sezon ma mniej odcinków, niż wcześniejsze. To oznacza, że niedługo finał. Na razie stwierdzam, że choć serial nie jest wybitny i ma trochę niewykorzystanego potencjału, to ma też kilka ciekawych pomysłów i nie muszę zmuszać się do oglądania. Póki co poziom jest trzymany i widać, że scenarzyści mają jeszcze kilka asów w rękawie, a jednocześnie nie przeginają z wymyślaniem bzdur. Tym optymistycznym akcentem rozpoczynam oglądanie ostatniego sezonu Continuum.