Ascension – recenzja 1 sezonu

Jeśli śledzicie wpisy na naszym portalu, to wiecie, że do obejrzenia tego serialu skłoniła mnie rozmowa z jednym z załogantów (Mavisem). Co prawda on akurat nie był zachwycony pierwszym odcinkiem tego serialu jednak ja postanowiłem obejrzeć wszystkie odcinki zanim wystawię ostateczną opinię na jego temat (serialu nie Mavisa). Pomysł tej produkcji jest naprawdę intrygujący.

Opowiada on o wielopokoleniowym statku kosmicznym wysłanym w 1963 roku ze stuletnią misją dotarcia do najbliższej planety zdolnej do zamieszkania i skolonizowania jej. Pozwolicie, że sparafrazuję innego recenzenta z tego portalu i zapytam czy scenarzystami kieruje szaleństwo czy geniusz? Prawda leży pośrodku. Pod koniec drugiego odcinka otrzymujemy potężny twist (nie zdradzę jaki), który w całkiem ciekawy sposób wyjaśnia pewne wątpliwości. Jednak najsilniejszym punktem tej historii jest pokazanie grupy ludzi, zamkniętych ze sobą i tworzenie przez nich społeczeństwa. Mamy tam zdrady, intrygi, może nie na miarę „Gry o tron”, ale widać, że scenarzyści mocno się starają.

Niestety nie wszystko tutaj zasługuje na pochwałę. Muszę skrytykować pomysł struktury społecznej obecnej na statku, który trochę przypominał mi film „Titanic”. Mamy tu bowiem kastę uprzywilejowanych i bogatych oraz kastę „robotniczą”. Nie trzeba być specjalista od zachowań między ludzkich, żeby domyślić się, że taki podział zwiastuje kłopoty. Drugim grzechem scenarzystów było wykreowanie niezbyt ciekawych postaci. W zasadzie dzień po zakończeniu serialu nie potrafiłem sobie przypomnieć imienia głównego bohatera. Również sama ilość sci-fi jest niewystarczająca. Owszem mamy statek kosmiczny jednak dość szybko serial sci-fi, zmienia się w serial obyczajowy. Nie jest to nic złego jeśli są zachowane proporcje, tu jednak moim zdaniem zostały trochę zaburzone. Czy to oznacza, że nie polecam tego serialu? Wręcz przeciwnie. Oglądało mi się go bardzo dobrze a niektóre pomysły scenarzystów (loteria związana z rozmnażaniem, chipy antykoncepcyjne) są bardzo ciekawe. To prawdopodobnie kwestia czegoś zupełnie innego niż dotychczas widzieliśmy. Oczywiście serial nie był aż tak dobry, żeby się wybić, jednak uważam, że warto poświęcić te niecałe 6 godzin, żeby poznać załogę tego wielopokoleniowego statku. Od razu, uprzedzam: drugiego sezonu nie będzie. Jeśli więc macie parę wieczorów wolnych to zachęcam do poznania tej historii. Nie jest aż tak źle.