Star Trek Enterprise: Twilight ? recenzja (odcinek 3×08)

Wszyscy scenarzyści sci-fi jak i fantasy uwielbiają motyw „co by było gdyby” (nawet w serialu „Przyjaciele” się pojawił). Zazyczaj bohaterowie widzą w śnie, zwierciadle w wizji co się wydarzy jeżeli zawiodą. Pamiętam, że w serialu Stargate SG-1 przeniesiono bohatera do świata równoległego. W związku z tym otrzymaliśmy ten oto odcinek Star Trek Enterprise. Od razu scenarzyści dostali ode mnie plusa za nieszablonowe podejście do tematu. Tutaj bowiem w mózgu Archera zalegają się robaki, które powodują uszkodzenia pamięci krótkotrwałej w związku z czym nasz kapitan traci pamięć, jest niezdolny do dalszej służby więc dowództwo przejmuje T’Pol a następnie Ziemia zostaje zniszczona i wszystko się sypie. Całość historii poznajemy na Ceti alpha V (proponuję zapamiętać tę nazwę), gdzie podstarzała T’Pol zajmuję się siwiejącym Archerem. Oczywiście Phlox ratuję sytuację, ale przedtem cała załoga efektownie ginie. Nie będę was oszukiwał. Ten odcinek jest mega 🙂 jest akcja, są pokazane relacje między załogą (czyżby T’Pol i Archer?) a i sama możliwość obejrzenia starszych załogantów jest sympatyczna. Dodatkowo po raz kolejny w serialu jest uwidoczniona rola Archera, bez którego Ziemia przegra. Świetny pomysł, świetne wykonanie oby tak dalej.