Battlestar Galactica ? ?Daybreak, cz. 2? (odcinek 4×20, recenzja)

Wielki finał serialu. Ludzie toczą ostatnią walkę z Cylonami, Galactika zostaje uszkodzona na tyle, że nie może już być domem dla niedobitków, którzy na szczęście – po 4 latach tułaczki i wielu przygodach – odnajdują nowy dom. Zapadają końcowe decyzje, wszystkie tajemnice zostają ujawnione…

…ale czy na pewno?

Nie spodziewałem się takiego twistu na końcu, oj nie spodziewałem… Mówiąc wprost byłem początkowo święcie przekonany, że historia pokazana w serialu to nasza odległa przyszłość, a Ziemia z Trzynastą Kolonią, o której ciągle mówili bohaterowie, to nasza, dobrze znana trzecia planeta od Słońca. Nawet pokazanie zniszczonej Ziemi kilka odcinków wcześniej niewiele zmieniło. A tu takie coś… No nieźle, nieźle… Scenarzyści jednak zaskoczyli… Czyli wychodzi na to, że Apollo, Atena, Hera i parę innych postaci, które znamy ze starożytnych mitów, to zniekształcone przez wieki wspomnienia o osadnikach z kosmosu? Pachnie mi Dänikenem, ale w dość interesujący sposób.

Problem w tym, że kilka innych decyzji scenarzystów sprawia wrażenie wziętych „z czapy”. No bo jakim cudem wszyscy tak zgodnie i bez szemrania zgadzają się na porzucenie technologii i rozproszenie na nieznanej (i potencjalnie niegościnnej) planecie? Nie wiedzą, z jakimi niebezpieczeństwami się spotkają, nie znają groźnej fauny i flory, a jednak zostawiają prawie wszystko i ruszają na piechotę w nieznane? No błagam…

Mam też ogromny problem z ostatecznym wyjaśnieniem mistyki serialu. Czyli jednak mamy wszechmocną istotę, wysyłającą pośredników (wizje Baltara i Szóstki), wskrzeszającą zmarłych dając im misję i przeczucia, a jednocześnie nie przekazując pełni wiedzy i skazując na szamotaninę (Starbuck), oraz aktywnie wpływającą na losy ludzi (wizja Szóstki zmuszała Baltara do działań). Z drugiej jednak strony los ludzi i Cylonów związany jest z niekończącym się cyklem śmierci, zniszczenia i odrodzenia, o którym często wspominają uduchowieni bohaterowie. Za dużo tu tego jak dla mnie – wolę twardą science-fiction, gdzie główną rolę mają rakiety, technologia i poznawanie nieznanego w przestrzeni kosmicznej. Brakuje mi w BSG odniesień do nauki (choć w pierwszych odcinkach wydawało się, że właśnie ten kierunek obierze serial), a miejsce nauki zajęła religia. Żeby była jasność: nie jest to zły wybór. Po prostu wolę inny.

Prawdopodobnie za jakiś czas pojawi się felieton, w którym spróbuję podsumować całość serialu, ale póki co chciałbym skupić się na finalnym odcinku. I powiem jedno: fajnie się ogląda. Ale im bardziej człowiek się zastanawia nad rozwiązaniem akcji, tym więcej dziur się pojawia… Coś tu nie gra…