Raport z wrześniowego spotkania PIFKOwego (10.09.2016)

10 września ponownie spotkaliśmy się, aby sobie poprawić humor, ponarzekać na pracę i na co tylko byśmy chcieli, a przede wszystkim odpocząć. Tak moi drodzy, dla mnie osobiście nasze comiesięczne spotkania są okazją do odpoczynku od pracy, kłopotów i codziennych spraw, na które składa się życie. To właśnie zresztą przez te milion małych spraw (a w przypadku moim i Marlenki też jedną dużą) raport ten czytacie blisko dwa tygodnie po spotkaniu.

Na pierwszej części spotkania (tej w Starym Browarze) pojawili się: Marlenka, Wookie, Mavis, Beyo wraz ze swoim rowerowym znajomym Jarkiem, nawet Śmiecho się pojawił mimo sporych kłopotów komunikacyjnych oraz ja, we własnej, skromnej osobie. Ten etap spotkania minął pod znakiem śmiechu, lekkiego wyśmiania (po raz kolejny) Legionu Samobójców, radosnej delikatnej kpiny na wieść w jaki sposób Flash podróżuje w czasie (co nie oznacza, że jesteśmy wrogami komiksów DC czy samego Flasha. Powiem więcej, jeśli ktoś kto to czyta jest fanem komiksów, to zapraszamy podwójnie. Nasza wikipedia komiksowa czyli Mavis, zapewne radośnie powita sojusznika pewnych rozwiązań w tych słynnych historiach obrazkowych). W czasie naszej dysputy ciekawym aspektem okazały się uwagi na temat organizacji ruchu w naszym pięknym mieście i zakończeniu, legendarnego już remontu kaponiery. Nie sposób też nie wspomnieć o tym, że jeden z naszych członków zmienia mieszkanie. Gratulujemy. 🙂 Następnie przenieśliśmy się do naszego klubowego pubu czy Tanki pub na ulicy Ratajczaka. Tam, niestety w okrojonym składzie (brakowało nam was, chłopaki), poczuliśmy się jak przystało na poznański klub fanów sci-fi. Przez dobrą godzinę rozkminialiśmy pewne aspekty słynnej serii Star Trek, a prawdopodobnie skłoniła nas do tego 50 rocznica serialu. Uwierzcie mi: dla samej tej dyskusji warto było być wtedy z nami. Potem nastąpił etap rozszyfrowania zasad pracy w korporacji, co ,jak mam nadzieję, pozwoliło niektórym z nas się wygadać i poprawić sobie nastrój na następny tydzień. Chciałbym też tu, osobiście podziękować Mavisowi, który niesamowicie nakręcił mnie na serial sci-fi pod tytułem „Ascension”. Czy było warto? Czy sugestie mego przyjaciela wobec tej serii były słuszne? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie, już niedługo w mojej recenzji pierwszego sezonu „Ascension”. Rozchodziliśmy się, krótko po trzeciej nad ranem i pełni naładowanych akumulatorów mogliśmy spokojnie wypatrywać nowego dnia. A już za miesiąc, czeka nas, prawdopodobnie wyprawa na „Doktora Strange”. Na tę recenzję również czekajcie. A teraz tak jak wypada się żegnać w tym miesiącu: Live long and prosper.