Star Trek Enterprise: Exile ? recenzja (odcinek 3×06)

W tym odcinku scenarzyści znów idą niestety na łatwiznę. Tym razem wzięli klasyczny motyw pięknej i bestii i dodali odrobiny Star Treka. W roli pięknej (rzecz jasna) Hoshi Sato a w roli bestii jakiś tam kosmita. Generalnie przez cały odcinek doskonale wiemy co się wydarzy, nawet ostatnia próba zaskoczenia nas nie działa, bo widzieliśmy to tysiąc razy. Natomiast sam motyw potężnego telepaty jest dość dobrze znany trekerom a i my go dokładnie poznamy w recenzjach pozostałych serii. No ale dość już znęcania się nad tym odcinkiem, który wbrew pozorom i wykorzystaniu kilkunastu kliszy, ogląda się ciekawie. Jak już wspomniałem, końcówka nas nie zaskoczy natomiast ciekawy jest sam początek, gdy nie wiemy co się dzieje z Hoshi. Zważywszy, że mieliśmy już odcinek (ten z transporterem), gdy Hoshi lekko wariowała, przy odrobinie chęci można się tu zainteresować historią i dać się jej porwać. Całkiem ciekawie brzmi też historia bestii o tym jak telepaci są wygnani z jego społeczności. Generalnie cały odcinek przypomina mi mocno średni odcinek TOSowy, gdzie motyw potężnego kosmity, który więzi któregoś z bohaterów jest nagminnie wykorzystywany. W związku z tym, jest to dla mnie średni odcinek lekko wyhamowujący akcję.