Battlestar Galactica ? ?Someone to Watch Over Me? (odcinek 4×17, recenzja)

Tyrol rozpacza i zachowuje się jak szaleniec, gdy odwiedza Boomer w celi. Kara widzi ducha swojego ojca podpowiadającego jej melodię, która wcześniej aktywowała ostatnich Cylonów. I bardzo mi się to nie podoba.

Jakość serialu pikuje w dół z przerażającą prędkością. Jeszcze nie tak dawno zastanawiałem się, czy twórcami kieruje geniusz, czy też szaleństwo i z całą przykrością stwierdzam teraz, że jednak to drugie. Nie podoba mi się „duch przeszłości”, który naprowadza Karę na jakąś melodię, a który okazuje się wizją jej ojca, którego nawet nie rozpoznała. Nie akceptuję tej jej wizji. Nie podoba mi się, że małe dziecko intencjonalnie narysowało kropki, które nałożone na pięciolinię idealnie odtwarzają zapis „tej” melodii. Już pomijając kwestię tego, że mała znała piosenkę, to co by było, gdyby np. odległości między liniami w pięciolinii na kartce były inne? Starbuck nakładając rysunek Hery na pięciolinię dostałaby inną melodię? 🙂 Za dużo tu zbiegów okoliczności, za bardzo ta historia jest naciągana.

Mam też problemy z akceptacją drugiego wątku w tym odcinku, czyli z ucieczką Boomer z więzienia. Cały misterny plan zakładał przecież, że Tyrol ciągle – po dwóch latach, małżeństwie i opiece nad nieswoim dzieckiem – czuje mięte do kogoś, kto go zdradził. Śliskie. I mało wiarygodne. Wystarczyło przecież, że Tyrol nie zdecydowałby się na zabicie jednej z Cylonek, albo na udział w projekcji, albo jego uczucie było słabsze, albo mogło zajść milion innych przeszkód, by cały plan trafił szlag.

Odcinek jest dziwny i naciągany. Jedyną logiczną i słusznie zapadającą w pamięć sceną jest zbliżenie pomiędzy Helo i udającą jego żonę Boomer. Mocne, ale to za mało, by uratować odcinek.