Star Trek Enterprise: Rajin ? recenzja (odcinek 3×04)

Po tragicznym poprzednim odcinku, Enterprise wraca na szlak poszukiwać Xindi. Co ciekawe ci ostatni nie są idiotami i wysyłają szpiega aby dowiedzieć się więcej o ziemskim statku. Szpiega rzecz jasna w postaci blond dziewoi… ech scenarzyści, scenarzyści co my z wami mamy. No dobra odcinek nie jest zły ale niestety  (mówię to ze strachem –  obawiam się kolejnego „Extinction”) ciągle to wszystko nudnawe. Niby mamy szpiega wyciągającego informację, ale znowu to wszystko jest tak oczywiste, że ciężko się nim przejąć. Do tego dochodzi głupota (naiwność?) kapitana, który pozwala blondynie radośnie hasać po całym statku. Swoją drogą zaciekawiła mnie rasa Rajin i jej „supermoc”. Z takimi umiejętnościami ich podbicie wydaję się nieprawdopodobne.  Za to podoba mi się rozwijanie wątku T’Pol i Tripa. To rzeczywiście jest fajne i pokazuję jak rozwinęła się T’Pol i jaką drogę przeszedł Trip. Jest trochę akcji pod koniec ale mi ciągle czegoś brakuje. Na plus kupiec i Trip jako handlarz przypraw, mam nadzieję, że powoli akcja zacznie się rozkręcać.