Star Trek Enterprise: The Xindi ? recenzja (odcinek 3×01)

Pierwszy odcinek trzeciego sezonu, troszeczkę inna forma (zamiast tradycyjnego jednego odcinka na tydzień bardziej spójna historia) wiec i ja postanowiłem zmieć formę recenzji, tym bardziej, że w nowej formule ciężko byłoby to opisywać po staremu :). Tak więc, co scenarzyści zafundowali nam w rozpoczęciu nowego sezonu? Zaskakująco niewiele… Otóż trwa wyprawa Enterprise w głąb obszaru gdzie dowiadują sie o pewnym przedstawicieli Xindi pracującym w kopalni, oczywiście Archer postanawia się z nim spotkać ale wpada w pułapkę. Niestety jest to trochę statyczne i trochę przewidywalne. Zazwyczaj seriale (nie tylko nasze ukochane sci-fi) mają bardzo mocne otwarcia sezonu aby zachęcić widza do dalszego oglądania. Tu scenarzyści dali nam spokojne rozwinięcie akcji i tylko dwie tak naprawdę ciekawe rzeczy. Informację, że Xindi liczy pięć gatunków (genialny pomysł jak dla mnie) oraz, że 140 lat temu została zniszczona planeta Xindi. W związku z czym rodzą się pytania: dlaczego Xindi nas atakują? Dlaczego wierzą, że ludzie za 100 lat zniszczą ich świat? Tu skłamałbym gdybym powiedział, że nie byłem ciekaw tych odpowiedzi. No i nie zapominajmy o problemach Tripa, który zostaje wysłany na lekcje neuropresury u T’Pol i zaczyna dość mocno iskrzyć. Nie jest to zły odcinek jednak jak na otwarcie sezonu lekko zawodzi.