Battlestar Galactica ? ?A Disquiet Follows My Soul? (odcinek 4×12, recenzja)

Ciężki odcinek i depresja za nami, teraz czas na pozbieranie się i zebranie sił na dalszą tułaczkę. Problem w tym, że flota będzie podróżować z niedawnymi wrogami, co nie podoba się części osób. Cyloni we flocie budzą spore kontrowersje i niechęć, a nawet jawny sprzeciw i bunt.

To chyba naturalna i logiczna konsekwencja wcześniejszych wydarzeń. Skoro Cyloni zabijali, to dlaczego teraz miałoby być inaczej? Na Nowej Caprice koegzystencja się nie udała. Nie dziwi zatem, że nawet bohater z tamtego okresu postanawia „coś z tym zrobić” i wewnątrz floty organizuje jakiś ruch oporu.

I tu wkracza admirał Adama. Scena z więzienia, gdy grozi Zarekowi jest świetna i po prostu „kradnie” ten odcinek. To właśnie takich niewielkich smaczków i odrobiny poczucia humoru brakuje w tym serialu. A wystarczyło, żeby Adama odpowiednio wykorzystał kwity z pralni, by rozbawić mnie do łez.

Jako całość odcinek nie jest jakoś specjalnie wybitny. Ot! Scenarzyści pokazują nam układ sił po ostatnich wstrząsających wydarzeniach i pokazują, jak kształtuje się opór. W sumie nic nowego.