Battlestar Galactica ? ?Revelations? (odcinek 4×10, recenzja)

Uuuu… No to się wydało… Wybudzona Trójka przejmuje ludzi jako zakładników i grozi ich zabiciem, jeśli przebywający wśród ludzi Cyloni się nie ujawnią. No to się ujawniają, co skutkuje patem, gdy obie strony grożą zabiciem zakładników. Sytuacja bez wyjścia znajduje jednak rozwiązanie, gdy Starbuck znajduje drogę na Ziemię.

Zacznijmy jednak od sytuacji z zakładnikami. Moment, gdy Cyloni zostali zmuszeni do ujawnienia był dość ciekawy, ale nie podoba mi się sposób, w jaki Trójka zmotywowała swoich do ujawnienia. No przepraszam, ale grożenie zabiciem ludzi to zły pomysł…

Jeśli Diana chciała współpracować z Ostateczną Piątką Cylonów (a chciała), a jednocześnie ukryci Cyloni czuli emocjonalny związek z ludźmi (i tak było), to grożąc zabiciem Roslin i reszty raczej nie ułatwiała sobie ewentualnej przyszłej współpracy. Wyobrażam sobie, co by im powiedziała… 🙂 „Wiecie, zabiłam ludzi, których znaliście i lubiliście na BSG. To jak? Szukamy razem Ziemi?” Jej plan miał szansę powodzenia tylko i wyłącznie wtedy, gdyby ukryta piątka żywiła do ludzi złe uczucia. A tego nie mogła zakładać.

Drugi problem, jaki mam z tym odcinkiem to łatwość, z jaką flota znalazła drogę do Ziemi. Przez cztery i pół sezonu ludzie błąkali się po galaktyce, by teraz nagle, jak za machnięcie mistycznej czarodziejskiej różdżki znaleźć drogę i dotrzeć do celu praktycznie w ciągu ćwierci odcinka. I jakim cudem myśliwiec Starbuck wskazywał poprawny kierunek? No niech w końcu wyjaśnią, co się działo z Karą w czasie jej nieobecności…