Legion Samobójców oczami załogantów klubu P.I.F.K.O.

Suicide Squad w zwiastunach kreowany jest na brawurową jazdę bez trzymanki, gdzie główni bohaterzy są bardzo utalentowanymi kryminalistami. Czy film faktycznie jest taki? Dowiedźcie się, co sądzą o nim członkowie Poznańskiego Instytutu Fanów Kosmicznych Odysei.

Recenzja według Mavisa

Ha, nareszcie pierwszy! 🙂  Powiem szczerze: film posiada trzy główne mankamenty:

1. Pogoń za Marvelem.

Tak samo jak w Batman vs. Superman, tu również miałem wrażenie, iż twórcy za wszelką cenę chcą nadgonić trzy etapy Avangersów. W Legionie mamy aż 11 nowych postaci: Deadshot, Harley Quinn, Enchantress, Boomerang, Killer Croc, Diablo, Katana, Slipknot, Rick Flag, Amanda Waller oraz Jokera. Być może niektórzy kojarzą te osoby z komiksów czy seriali animowanych, ale przypominam, iż w aktualnym kanonie srebrnego ekranu te postacie miały swój debiut. Oszczędzę wam czytania i powiem krótko: tego nie da się dobrze zrobić w dwie godziny (średnio wychodzi 11 minut na osobę). Dla mnie ta mnogość postaci skutkowała faktem, że nie zdążyłem ich poznać… Nie pojawiły się one w jakimś wcześniejszym filmie, więc nie mogłem powiedzieć „o to ta postać, ona była dobra w…”. Całości nie pomógł przypadek, kiedy pojawiła się nowa twarz tylko po to aby zginąć po paru minutach – kompletnie nie wiedziałem co to za osoba i w ogóle jej strata mnie nie obchodziła. Miałem też wrażenie, że film wyeksponował tylko trzy postacie, a reszta znalazła się tylko po to aby zapełnić ekran.

diablo01

2. Dobry Zły.

Kolejny zarzut dotyczy wybielania czarnych charakterów. Chodzi mi o to, że publiczność uwielbia antybohaterów (ja również), czyli jeśli ktoś jest zły i jest w tym dobry, to jest wiarygodną postacią. Mam na myśli takie postacie jak choćby Riddick, albo Kratos (znanego z gry Good of War). Natomiast w tym dziele naszym antybohaterom dopisywana jest anielska strona, że tak naprawdę oni są dobrzy… że nie są źli do szpiku kości… No ok. Na tyle osób pod tym względem postać Diablo była wiarygodna w chęci nie robienia więcej krzywd; jednak w tej ekranizacji każdy członek legionu miał podobne chęci. Nawet Killer Croc, który jest maszyną do zabijania, zachowuje się jak szaraczek i z własnej chęci stwierdza coś w rodzaju „ok pomogę wam” (???). I jak mam traktować takiego superzłoczyńcę poważnie? Gdyby stwierdził „i tak Amanda mnie zabiję, więc chociaż trochę jeszcze poszaleję (i przy okazji pomogę)”, to moim zdaniem było by ok. Po za tym legion miał liczne okazje aby uciec np. Harley Quinn, której czip już nie działał, mogła uciec w każdej chwili, albo wściekła przypuszczalną śmiercią Jokera, zwrócić się ku jego oprawcom… , czy choćby Deadshot, który parokrotnie wskazywał daną osobę mówiąc „zabiję cię”, co skutkowało moim oczekiwaniem na moment zemsty… Choćby mógł przyłożyć danej osobie i powiedzieć „teraz jesteśmy kwita”, ale nie, nic takiego się nie stało. Deadshot okazał się owcą w wilczej skórze, wymoczkiem; podobnie jak reszta drużyny.

enchantress01

3. Główny antagonista.

Ehmmm, brak słów. Główny przeciwnik: nieinteresujący, słaby, nijaki, nie budzący grozy, itp. Podczas gdy postać wymawiała groźno brzmiące zdania, to cały czas poruszała się w spazmatycznych ruchach. Bardziej chciało mi się śmiać na ten widok, niż wziąć słowa tej osoby na poważnie. Na dodatek podczas ostatecznej walki rzesze minionów nagle znikły z ekranu i nikt nie używał broni palnej. Choćby ze środkiem usypiającym… Bardziej groźną postacią był Joker, który jednak nawet nie dorównywał swojemu pierwowzorowi z serialu telewizyjnego (1966) z Adamem Westem. Dla mnie to był obraz ćpuna, który przy okazji był gangsterem. Dla mnie Joker jest osobą nieobliczalną (sztuczka ze znikającym ołówkiem, podanie dłoni z urządzeniem elektro-wstrząsowym, kwiat z gazem), nieprzeciętnie inteligentną i brutalną. Osobą która mówi jedno, a robi drugie; pokazując sztuczkę odwraca Twoją uwagę od jego prawdziwych zamiarów. W filmie nie znalazłem żadnego z powyższych atrybutów. Jared Leto był liniowy, przewidywalny i naćpany.

Z pomniejszych rzeczy wymienię:
– scena w barze, gdzie Harley Quinn proponuje Diablo wypicie wody zamiast wódki, nie znalazła się w filmie, a była eksponowana w zwiastunach. Szkoda, bo była dość zabawna.
– Amanda Waller była twarda i zimna (dzięki czemu mogła prowadzić całą operację), jednak osobiście zabrakło mi dobrej akcji z tą postacią (coś w rodzaju sceny samochodowej z Nickiem Fury stawiającego opór agentom Hydry).
– kapitan Boomerang, którego „mocą” jest rzucanie bumerangów, wydaje się zbędną osobą w tej drużynie.
– duch, który do tyłu czaszki miał przyczepiony czujnik zbliżeniowy.

harley01

Do plusów zaliczam kilka dobrych jednoliniówek, głównie wypowiedzianych przez Killer Croca. Kilka dobrych akcji np. gdy poznajemy Deadshota, walkę na ulicy… hmm, więcej sobie nie przypominam. Na ogromny plus zasługuje muzyka, zarówno oryginalny podkład muzyczny, jak i liczne piosenki. Osobiście uważam,  że w filmie były cztery dobre postacie: Deadshot, Harley Quinn, Amanda Waller oraz Batman/Bruce Wayne (który pojawił się na 3 minuty).

Film posiada parę dobrych momentów, jednak nie są one w stanie wynagrodzić widzowi wszystkich bubli które serwuje. Dlatego ostatecznie uważam, ze film jest średni – 5/10.

PS. Przepraszam, że znowu zmasakrowałem kolejny film. 🙁

Recenzja według Bartasa

Popieram przedmówcę. 🙂 Co do głównych postaci, Jokera i ogólnego odbioru. Od siebie chciałbym dodać, że ta cała fabuła kompletnie nie ma sensu podobnie jak misja Legionu. Zostaje on wysłany z misją, która jest kompletnie bezcelowa. To co boli najbardziej, to potencjał tego filmu. Widać, że gdyby scenarzyści się postarali, to ta drużyna naprawdę jest ciekawa, a ich relację naprawdę mogłyby zaskoczyć. Gdyby tak dać nam jeden film o Deadshocie, gdzie na końcu pojawia się Amanda z propozycją legionu. Chciałbym zobaczyć całą historię Harley o tym, jak została dziewczyną naćpanego przestępcy. I potem po filmach o pojedynczych postaciach daliby nam film o nich wszystkich (tak jak Avengers) z sensowną misją samobójczą, której nikt inny by się nie podjął, to jestem przekonany, że film nie tylko odniósłby sukces, ale przeskoczyłby całą Ligę Sprawiedliwych. No ale cóż – jak to śpiewali Stonesi: You can’t always get, what you want…….

joker01

Recenzja według Śmiecha

Świadomy całego hejtu, który wylewał się z internetu na produkcję DC wybrałem się z resztą Pifkowiczów do kina, bo wyszedłem z założenia, że skoro Ghostbustersi nie byli aż tacy źli, to może to szambo wylewane na Legion Samobójców też jest przesadzone? I wiecie co? Przyznam, że zaczęło się nieźle. Genialna ścieżka dźwiękowa: The Animals, Rolling Stonesi, Lesley Gore, The White Stripes, Queen… Do tego świetne przedstawienie bohaterów (a przynajmniej niektórych wybranych). Szybko, ostro, z humorem i polotem, czyli dokładnie tak, jak trzeba. I autentycznie zacząłem się zastanawiać, o co chodzi temu całemu internetowi, skoro to taki fajny film.

A potem wszystko się schrzaniło…

Całą luzacko jajcarską atmosferę znaną ze zwiastuna trafił szlag, bo film wkroczył w klimaty mroczno-poważne. Miałem wrażenie, że oglądam coś zupełnie innego, niż jeszcze kilkanaście minut wcześniej. Fajne muzyka gdzieś zniknęła, a jej miejsce zajęły typowe filmowo-orkiestrowe motywy. Akcja wyraźnie zwolniła, bohaterowie wałęsali się po mieście, a szczytem wszystkiego była scena w barze. Chociaż może jeszcze powolniejsze było ostateczne rozprawienie się z głównym antagonistą.

Dodajmy do tego brak logiki. Żeby wymienić tylko kilka rzeczy:

  • Enchantress była posłuszna Amandzie, bo ta trzymała nóż na jej sercu. Dosłownie! Wystarczyło jednak uwolnić brata, by nagle brak serca przestał być problemem. Dlaczego wiedźma nie uwolniła brata wcześniej?
  • uwolniony przez Enchantress brat (którego imienia nawet nie kojarzę) zaczął rozwalać miasto w nocy. Scena zbierania Legionu działa się w dzień, ale śmigłowiec z ekipą dotarł na miejsce, gdy było już ciemno. Wniosek: badass rozwalał miasto przez około 24 godziny. Przez ten czas nic złego nie stało się z osobą, którą Legion miał uratować z wieżowca w części miasta rozwalanej przez głównego złego.
  • Enchantress i jej brat tworzyli bezmyślne miniony. Nawet chyba padło zdanie, że to cała armia. Mirek już o tym pisał, ale powtórzę pytanie jeszcze raz: gdzie ta armia, skoro Legion podszedł do Enchantress na kilka metrów prawie w ogóle nie zaczepiany? Czy cała armia składała się z kilkunastu pokonanych wcześniej ludzio-glutów? Gdzie te miniony, gdy Legion przechadzał się po mieście lub pił piwo w barze?
  • z filmu zrozumiałem, że Enchantress miała moce psychiczne (w końcu stworzyła wizje, które na moment zatrzymały Legion; Deadshot zobaczył swoją córkę, Harley wymarzoną rodzinkę, El Diablo żyjącą żonę). Żeby to zrobić musiała w jakiś sposób przeczytać ich myśli. Jeśli tak, to jakim cudem nie zorientowała się, że to, co robi Harley na końcu to tylko podpucha?
  • skoro brat Enchantress był taki odporny (nic nie zrobił sobie z walki z El Diablo, czy odciętej przez Katanę dłoni), to jak pokonano go jakąś tam bombą? I to niezbyt wielkiej mocy, skoro Croc i jeszcze jakiś bezimienny Marines przeżyli, a byli tuż obok!
  • i na koniec: gdzie do ciężkiej cholery przez cały czas był Batman?

sui_squad02O Jokerze pisał już Bartas, ale na prawdę muszę o tym też wspomnieć. Joker powinien być świrem i psychopatą. Przerażającym maniakalnym zabójcą z przebłyskami geniuszu, którego na ekranie mamy się bać i brzydzić. Taki był Jack Nicholson czy Heath Ledger (który do tego dodał jeszcze nutkę obleśności). A tu mamy zwykłego gangstera-ćpuna, który wyróżnia się tylko zielonymi włosami i tatuażami. Nie ma w nim szaleństwa (no chyba żeby liczyć to, że jest „szaleńczo” zakochany w Harley, ale powiedzmy sobie szczerze – nie o to chodzi).

Na końcu filmy pstryczek z atmosferą filmu zostaje ponownie ustawiony w tryb „jajcarski”, bo przy świetnej muzyce dostajemy rozwiązanie akcji, Herley pijącą kawusię z ekspresu „z paluszkiem” i Crocka gapiącego się na kablówkę. WTF?

Pewnie niektórzy mnie zabiją, ale ciągle uważam, że Marvel robi „to” lepiej. Spójniej i bez pośpiechu.

 

Recenzja według Wookiego

Trzeba przyznać, że na pewno jedno twórcom wyszło genialnie, a mianowicie zwiastuny. Oczekiwania i hype na ten tytuł podbili do granic możliwości i nie ukrywam mi też się udzieliło. Jak już nie raz wspominałem nie jestem fanem komiksów i raczej neutralnie reaguje na wszelkie filmy o Batmanach, Iron Menach czy nawet Jokerach, a tutaj udało się przyciągnąć moją uwagę i co ciekawe nie mogłem już się doczekać samego filmu.

Podobnie jak u Śmiecha, dla mnie też początek zaczął się całkiem dobrze muzyka w klimatach znanych już z trailerów, na pierwszy ogień dostajemy Deadshota granego przez Willa Smitha, wszystko pasuje, zapowiada się bardzo dobry tytuł… Tyle, że szybko zaczęły napływać do mnie wątpliwości. Pierwsze zmarszczenie czoła w zdziwieniu zaliczyłem już kilka minut później, gdy cały pozostały skład przedstawiono mi rodem z filmu lub serialu z lat 80-tych i to w kategorii co najmniej C. Zaraz potem znowu mamy ciekawe sceny, które starają się przedstawić poszczególnych bohaterów opowieści bliżej. Zaczęło się robić dziwnie, bo moje wrażenia przypominały dość mocno sinusoidę – fajne pomysły i akcję przeplatały się z fatalnymi wręcz tragicznymi.

Suicide_Squad_0003

W zasadzie tak mogę ocenić cały film. Strasznie to schizofreniczne doznanie muszę przyznać. Fabularnie film w zasadzie przez to wszystko leżał totalnie, a produkcję w zasadzie ratowały postacie. Nie miałbym nic przeciwko temu, gdyby wykonanie tego było na poziomie fantastycznego Deadpoola, a tak niestety nie było. Tak jak moi przedmówcy wspomnieli, w scenariuszu jest tyle luk logicznych, że głowa boli. Do tego klasyczny problem ostatnich lat, czyli czarny charakter, znów okazuje się kompletną porażką. Co ciekawe, Enchantress nawet mnie zainteresowała na samym początku, ale później, gdy zmieniła swój wygląd i zaczęła się gibać jak jakaś małpa za każdym razem, gdy miała coś powiedzieć powodowała już u mnie tylko śmiech i uczucie politowania. Do tego jest to pierwszy film w tym roku, który obejrzałem i recenzuje, w którym nie zachwyciły mnie efekty specjalne. Jak na produkcję pretendującą do blockbustera wyglądało to słabo, do tego oczywiście cały film musi się dziać w nocy, żeby jeszcze mniej było widać i jeszcze więcej oszczędzić na efektach wizualnych, co przeważnie (ale nie zawsze) piętnuje w wysokobudżetowych produkcjach. Ponarzekać muszę też na koniec na temat muzyki. Mimo tego, że zaczęło się świetnie, od klasyków muzyki popularnej, które genialnie pasowały do klimatu, to po pierwszych minutach schodzimy do kolejnego niewyróżniającego się niczym pompatycznego motywu, który kompletnie nie pasował do tego filmu, a co więcej był źle czasami wmontowywany w film (np. na zakończenie luźnej sceny drinkowania w barze) .

Suicide_Squad_0004_

Najlepszą stroną Legionu Samobójców były dla mnie postacie i relacje między nimi. Tak jak już wspomniano wcześniej nie za bardzo mieliśmy czas na poznanie wszystkich bohaterów i to jest minus, ale też bardzo trudno tego dokonać w przeciągu dwóch godzin filmu. Natomiast już sama interakcja jaka jest pokazana w zespole złoczyńców jest dla mnie bardzo fajnie przedstawiona i mocno poprawia walory odbioru tego filmu. Do tego indywidualności takie jak Harley Quinn czy Deadshot, to po prostu majstersztyk w wykonaniu Margot Robbie i Willa Smitha, ta pierwsza dla mnie skradła cały film. Do tego wbrew moim przedmówcom będę chwalił również Jareda Leto i jego kreację Jokera. Według mnie był on psycholem jakiego oczekiwałem, a scena gdy leży w pokoju  na podłodze z wachlarzem broni, pieluch i dziecięcych śpiochów i się śmieje w swój charakterystyczny sposób to ostatecznie potwierdza. Jedyny zarzut mam taki, że za mało go było na ekranie, aby do końca przekonać dlaczego i czy na pewno to on rządzi przestępczym światkiem Gotham. Na koniec muszę jeszcze pochwalić postać Amandy Waller – twardego agenta rządowego, pomysłodawczyni utworzenia Legionu. Bardzo przypadł mi do gustu taki badass, w drobnym ciele kobiety, do której wszyscy czują respekt i która jest po tej tej dobrej stronie mocy.

Suicide_Squad_0001_

Tak silne i świetnie zagrane postacie niestety mają też swój minus. Pozostali członkowie legionu oraz osoby im towarzyszące kompletnie nie są zauważalne. Ok, Killer Croc jeszcze dał radę zaistnieć dzięki genialnym „one linerom”, ale Katana, Flag, Diablo, czy Boomerang mogliby kompletnie nie istnieć. Natomiast akcja z redshirtem w postaci Slipknota to już jest żenada – takie rzeczy to w latach 60-tych za czasów pierwszego Star Treka, a nie w XXI wieku.

Jednak ostatecznie nie jestem aż tak krytyczny jak przedmówcy. Generalnie z sali kinowej wychodziłem z poczuciem, że dobrze się bawiłem. Czy tak dobrze, jak na innych tegorocznych produkcjach? Niestety raczej nie. Fenomenalne role Margot Robbie i Willa Smitha wsparte nieco Jaredem Leto oraz Violą Davis to za mało, aby wywindować ten film na miano konkurencyjnego do marvelowsich komiksówek, ba nawet Supermen v. Batman moim zdaniem jest lepszy. Dlatego ostatecznie daję Legionowi Samobójców 6.5/10, z czego 2 punkty zarobił tylko i wyłącznie dzięki świetnie napisanym i zagranym postaciom.

PS. Śmiecho, Batman jest w Gotham City, a akcja Legionu działa się w Midway City 😉