Battlestar Galactica ? ?Sine Qua Non? (odcinek 4×08, recenzja)

Prezydent Roslin znika po tym, gdy zamordowana zostaje jedna z Szóstek. To sprawia, że flota nie za bardzo wie, co ze sobą począć. Admirał jest zdruzgotany stratą i uczuciem, do którego chyba nie chciał się wcześniej przyznać, Rada Floty panikuje z powodów politycznych, Tom Zarek myśli o przejęciu władzy…

Scenarzyści zastosowali ciekawe podejście. W tym odcinku mamy przedstawiony punkt widzenia ze strony floty. Nie ma ani jednej sceny, która pokazywałaby panią prezydent, choć widać, jak załoga floty wpada na ślad jakiejś ważnej walki. Podejrzewam, że w następnym odcinku będzie odwrotnie, to znaczy zobaczymy tylko sceny z Cylonami i Roslin, a nie pojawią się ani na moment stary Adama czy Apollo.

Mało fantastyki w tym odcinku, bo całość skupia się na politycznej rozgrywce i próbie przejęcia schedy po zaginionej prezydent. I wcale nie jest zaskoczeniem wybór następcy, chociaż scenarzyści chyba zamierzali trzymać widzów w napięciu do ostatniego momentu. Budowanie napięcia troszkę im nie wyszło, podobnie jak próba pokazania rewelacji z przeszłości pana Lampkina.

Jako widza nie wciągnęła mnie ta historia, choć z boku patrząc ma wszystko to, co powinna mieć. Nie wczułem się w historię Lampkina, wybór Apolla na prezydenta też był oczywisty od samego początku. Zaskoczyła jedynie decyzja admirała o odłączeniu.

Albo przyzwyczaiłem się do decyzji scenarzystów i niewiele już może mnie tu zaskoczyć, albo pomysły scenarzystów nie są tak dobre, jak w pierwszych sezonach…