Star Trek Enterprise: Cogenitor ? recenzja (odcinek 2×22)

Enterprise spotyka wysoko rozwiniętą rasę z którą nawiązuje kontakt. Okazuję się, że obcy oprócz wysokiej technologii różnią się również procesem rozmnażania. Mianowicie posiadają oni trzy płcie z czego jedna z nich tzw. katalizator służy tylko do rozmnażania a po za tym są lekceważeni, nie posiadają nawet imion. Taki stan rzeczy nie podoba się Tripowi.

Wow. Warto było przebrnąć przez niektóre odcinki drugiego sezonu, aby obejrzeć ten odcinek. Podobnie jak poprzedni mówi on o pewnych uprzedzeniach, ale w zupełnie inny sposób. Trip działający zgodnie z własnym sumieniem pomaga katalizatorowi, co doprowadza do tragicznych następstw. Długo można by wymieniać dlaczego należy obejrzeć ten odcinek. Przede wszystkim, widzimy w pewnym momencie wściekłego na zachowanie Tripa Archera oraz szok tego drugiego na widok swojego dowódcy, co jest niesamowite. Dzięki temu odcinkowi możemy lepiej zrozumieć przyszłą ideologię Federacji łącznie z jej najważniejszym prawem, czyli pierwszą dyrektywą, bo jasno widzimy tutaj do czego może doprowadzić jego nieprzestrzeganie. Po za strefą startrekową, odcinek porusza też inne problemy. Kim jesteśmy, żeby decydować co jest dobre dla kogoś innego? Czy nasze, mówiąc kolokwialnie, mieszanie się w życie i obyczaje innych nie doprowadzi do większej tragedii? Jak dla mnie jeden z najbardziej trekowych odcinków, murowany kandydat do najlepszego odcinka sezonu drugiego a być może nawet całego serialu. Mistrzostwo.