Star Trek Enterprise: Horizon ? recenzja (odcinek 2×20)

Mayweather dostaję informację o śmierci swego ojca. W związku z tym postanawia się udać na swój rodzinny frachtowiec „Horizon”. Tymczasem na Enterprise, T’Pol zostaje zaproszona na seans filmowy…

Od razu zaznaczam, że nie lubię postaci Mayweathera. Po prostu jest dla mnie nudny i kompletnie nieciekawy. Ten odcinek niestety potwierdza moją opinię o tej postaci. Jego kłopoty na frachtowcu są kompletnie nieinteresujące i kompletnie przewidywalne. Szkoda, że scenarzyści nie pokusili się o pokazanie nam jak wygląda życie na takim frachtowcu (jest parę anegdot Mayweathera, ale to zdecydowanie za mało) dzięki czemu poznalibyśmy ten, być może całkiem ciekawy, aspekt podboju kosmosu. Odcinek tak naprawdę ratuję wątek T’Pol oraz jej proces socjalizacji zwłaszcza przy udziale mojego ulubieńca doktora Phloxa. Jej mina podczas oglądania Frankensteina oraz rozmowa przy kolacji już po filmie są naprawdę mocne i zabawne. I dla tego wątku oraz tej sceny warto obejrzeć ten odcinek.