Battlestar Galactica ? ?Escape Velocity? (odcinek 4×04, recenzja)

Sytuacja we flocie powolutku, acz konsekwentnie się zmienia. Tyrol rozpacza po utracie Cally, Tigh zaczyna mieć zwidy swojej zmarłej żony, a pani prezydent ma ochotę utrudnić Baltarowi życie.

Choć nie do końca podoba mi się kierunek, w jakim ewoluuje serial, to mimo wszystko zaczynam doceniać zmiany, jakie przechodzą bohaterowie. Nie tak dawno temu marudziłem, że Gajus zamienił się z naukowca w religijnego lidera i że ta zmiana jest kompletnie niczym nie uzasadniona, ale to chyba nie jest tak, jak myślałem. Po pierwsze Gajusa ciągle prześladuje wizja Szóstki, która ma dość realny wpływ na jego życie. A sam Baltar… Być może dalej jest zainteresowany swoim bezpieczeństwem (podczas napadu „Synów Aresa” uciekał, aż się kurzyło) i słucha wizji ze strachu, ale oprócz tego wypowiada zdanie, które pięknie podsumowuje całą jego obecną motywację:

Nie chcę być bohaterem. Chce mi się spać…

Inne wątki tego odcinka są na tyle delikatnie zarysowane, że trudno cokolwiek o nich pisać. Warto jednak zauważyć, że takie po prostu jest BSG. Poszczególne wątki ewoluują, a fabuła ciągnie się przez kilka odcinków, zanim zostanie rozwiązana.

Po prostu trzeba się do tego przyzwyczaić. Podobnie, jak do zmian w wydźwięku serialu po trzecim sezonie…