Star Trek Enterprise: The Expanse – recenzja (odcinek 2×26)

Nieznana sonda obcej rasy atakuję Ziemie z niebywałą mocą. Okazuję się, że sonda pochodzi z niezbadanego obszaru galaktyki zwanego „obszarem delfickim”. W odpowiedzi na atak gwiezdna flota wysyła swój najlepszy statek: Enterprise…

Jedno trzeba przyznać scenarzystom. Lekcję z Hitchcocka odrobiona w całości. Gdy w pierwszych scenach widzimy atak sondy bojowej, jesteśmy autentycznie w szoku. Potem jest jeszcze lepiej. Krytyczne uwagi wolkan, śmierć siostry Tripa i jego problemy emocjonalne oraz rozterki T’Pol to naprawdę coś pięknego. Gdzieś tam są jeszcze klingoni w postaci Durasa ale jako typowa zapchajdziura. Po za tym na pochwałę należy też dodać sam rozwój gwiezdnej floty. Nowe uzbrojenie NXa i pojawienie się komandosów zwiastuję nowy rozdział w historii floty. Rzecz jasna to wszystko powiązane jest z zimna wojna temporalną. Oczywiście rozumiem też, czemu ten odcinek mógł lekko zirytować największych fanów serii bo o tym ataku jak i o zniszczeniach na Ziemi nie było mowy w poprzednich seriach ale uważam, że to zwykłe marudzenie. W końcu w innych seriach tak rzadko bywaliśmy na Ziemi, że nasza niewiedza o tym jest uzasadniona. A cieszy mnie, że scenarzyści odważyli się pójść do przodu i zacząć rozwijać fabułę w sposób ciągły, odchodząc od schematu „one week, one story”. Jak dla mnie – jest spoko.

Battlestar Galactica – „Sometimes a Great Notion” (odcinek 4×11, recenzja)

Ależ to jest ciężki odcinek… Dawno nie było tu takiego klimatu depresji i zniechęcenia. Dzielna załoga BSG z resztą floty i zaprzyjaźnionymi Cylonami znajduje w końcu Ziemię, ale co z tego, skoro planeta okazuje się być kompletnie niezdatna do zamieszkania. Coś wydarzyło się na powierzchni 2 milenia wcześniej, czego skutki w postaci ruin, szczątków i napromieniowania można zobaczyć do teraz. Niewielu umie sobie z tym poradzić.

dalej „Battlestar Galactica – „Sometimes a Great Notion” (odcinek 4×11, recenzja)”

Kenobi – recenzja książki

Żywiłem co do tej książki nie lichą nadzieję. Oczekiwałem, że być może poznam dzieciństwo Obi-wana i jego szkolenie pod okiem Qui-gon Jinna. Jeżeli nie to liczyłem na historię co się z nim wydarzyło podczas tułaczki na Tatooine aż do pamiętnego spotkania. Niestety autor postanowił nam opowiedzieć co wydarzyło się na Tatooine bezpośrednio po „Zemście Sithów”. I zrobił to na tyle nieudolnie i nudno, że wyszło mu coś jak skrzyżowanie westernów Johna Wayne z klanem. Pewnie, że sceneria Tatooine pozwala na westernową stylizację. Tylko czy to musiał być szkic numer 15: na samotną wioskę napadają złoczyńcy (tutaj Tuskeni) ale do miasta przybywa tajemniczy nieznajomy który na zawsze odmieni losy jej mieszkańców? Cała historię można odgadnąć po pierwszym rozdziale a żeby było zabawniej wkręcono tu Obi-wana w romans co kompletnie nie ma sensu, jeśli czytaliśmy poprzednie książki i znamy jego charakter. Niestety kompletnie stracony czas na tę książkę z której nie dowiemy się nic co wzbogaciłoby naszą wiedzę o odległej galaktyce. (No dobra poznamy trochę zwyczaje mieszkańców Tatooine ale jakby to powiedzieć, jest to nie za bardzo interesujące). Nie polecam.

Star Trek Enterprise: Bounty – recenzja (odcinek 2×25)

Kapitan Archer zostaje złapany przez łowce nagród który ma zamiar odwieźć go do Imperium Klingońskiego a tymczasm doktor Phlox zamknięty w izolatce z T’Pol ma, jak sie okazuję większe problemy….

Kolejny odcinek dwuwątkowy i ponownie jeden wątek zdecydowanie słabszy (ten z Archerem). Niestety od początku można przewidzieć co się wydarzy i jak potoczą się losy i łowcy i więźnia. Co innego drugi wątek. Tu mamy do czynienia z doktorem który odkrywa sposób rozmnażania się Wolkan (Pon farr). Ponieważ jest on sztucznie wywołany T’Pol nie jest na to przygotowana, podobnie zresztą jak doktor. Kolejny plus dla scenarzystów za rozwijanie uniwersum i opisanie cyklu wolkańskiego. Do tego spora doza humoru oraz emocjonująca końcówka. Co prawda mam tu pewien zarzut do scenarzystów o niekonsekwencje. Parę odcinków wcześniej widzieliśmy doktora Phloxa który opowiadał o swoich, dość luźnych obyczajach a nawet dziwił się Tripowi, że ten nie chce „być” z jego żoną. Natomiast w tym odcinku Phlox zachowuję jakby na jego planecie istniało rozmnażanie przez paczkowanie. O taki mały przytyk. Nie zmienia to jednak faktu, że jak na ostatni odcinek przed finałem 2 sezonu to jest bardzo dobrze. A zatem ruszamy do finału!!!

Battlestar Galactica – „Revelations” (odcinek 4×10, recenzja)

Uuuu… No to się wydało… Wybudzona Trójka przejmuje ludzi jako zakładników i grozi ich zabiciem, jeśli przebywający wśród ludzi Cyloni się nie ujawnią. No to się ujawniają, co skutkuje patem, gdy obie strony grożą zabiciem zakładników. Sytuacja bez wyjścia znajduje jednak rozwiązanie, gdy Starbuck znajduje drogę na Ziemię.

dalej „Battlestar Galactica – „Revelations” (odcinek 4×10, recenzja)”

Star Trek Enterprise: First Flight – recenzja (odcinek 2×24)

W czasie badań nad czarną materią, kapitan Archer wspomina szkolenie oraz wydarzenia, które doprowadziły do do kapitańskiego fotela.

Wbrew pozorom to bardzo ciekawy odcinek. Pozwala nam poznać podstawy przyjaźni miedzy Tripem a Archerem oraz jak wyglądały próby przy projektowaniu pierwszego ludzkiego silnika Warp 5. Jest to o tyle ciekawe, że takiego Archera wcześniej nie widzieliśmy, zadziornego, łamiącego reguły a przede wszystkim żyjącego w cieniu słynnego ojca. Ponownie widać tu konflikt między ludźmi a Wolkanami, którzy ich pilnują, aby za szybko nie stworzyli silnika Warp 5. A wydarzenia, które doprowadziły Archera do bycia kapitanem Enterprise pozwalają nam lepiej zrozumieć jego podejście oraz sposób myślenia. Inaczej mówiąc dzięki temu odcinkowi możemy lepiej poznać słynnego kapitana Archera oraz procedury Gwiezdnej Floty. Solidny odcinek.

Zemsta Sithów – recenzja książki

Koniec wojny nie oznacza końca kłopotów Jedi. Co więcej, Lord Sidious ma plan przeciągnąć na swoją stronę bohatera wojennego a Rada Jedi nieświadomie postanawia mu pomóc….

Wow. Genialna adaptacja filmu. W przeciwieństwie do poprzednich książkowych wersji przygód znanych ze srebrnego ekranu, gdzie mieliśmy nudne przeniesienie scen na karty książki, tu mamy zupełnie inne podejście do tematu. Autor opisuje szereg wydarzeń nie pokazanych w filmie a wiele wyjaśniających jak choćby samo przejście Anakina Skywalkera na Ciemną stronę Mocy. W tej książce wygląda to prawdopodobnie a i motywacja innych postaci jest o wiele lepsza niż filmie. Cała zarozumiałość Jedi, genialnie przemyślany plan Sidiousa oraz cała spuścizna Darth Bane’a – to wszystko czuć w tej książce. Jeżeli po obejrzeniu Zemsty Sithów czuliście niesmak, brakowało wam motywacji postaci a wszystkie wydarzenia wydawały się płaskie to powinniście sięgnąć po tę książkę, która nie tylko wszystko tłumaczy, ale jest wspaniałą kulminacją sporu Sith kontra Jedi. Ach gdyby Lucas bardziej wzorował się na tej książce niż na swoim pomyśle… Gorąco polecam!!