Battlestar Galactica ? ?Six of One? (odcinek 4×02, recenzja)

Się dzieje. Ponieważ cylońscy piloci nie chcą atakować floty, bo wykryli tam swoich, więc wśród humanoidalnych modeli następuje rozłam. Połowa z nich chce zrobić pilotom lobotomię i wrócić do eksterminacji ludzi, podczas gdy druga połowa pragnie odnaleźć ukrywającą się wśród ludzi piątkę maszyn. W tym samym czasie załoga BSG zmaga się z niepewnością co do tego, kim jest „nowa” Starbuck i co zrobić z jej „wizją”.

Może to zabrzmi dziwnie, ale jakoś przyjemniej to mi się oglądało, niż wcześniejszy odcinek. Niby ciągle panuje jakaś mistyka i wizje, ale albo dało się do tego przyzwyczaić, albo nie było to tak nachalne. Do tego podoba mi się rozłam wśród Cylonów. Widać, że twardogłowa część Cylonów ma chętkę tylko na pozbycie się ludzi bez względu na koszty. Nawet poświęcając swoich pilotów i ich okaleczając. Dlatego fakt, że Szóstka z Ósemką i Dwójką stają się bardziej ludzcy i otwarcie występują przeciwko reszcie tworzy bardzo ciekawą sytuację. Co się teraz stanie? Czy renegaci połączą siły z ludźmi, czy też może w galaktyce będziemy mieli do czynienia z trzema walczącymi frakcjami?

Oczywiście nie obyło się bez dziury logicznej. Skoro Szóstka zdjęła robotom blokady dając im w ten sposób wolną wolę, to chyba oznacza, że z jakichś powodów te blokady musiały być wcześniej nałożone. Nie wspominając o fakcie, że samo nałożenie blokad musiało wśród Cylonów rodzić pewne rozterki etyczne.

Zarówno rozłam wśród maszyn, jak i pozwolenie na samodzielną misję dla Starbuck stawiają całą fabułę na głowie. Można chyba traktować ten odcinek jako swego rodzaju nowe rozdanie, zbudowanie podstaw pod kolejne kilka historii.

I przyznaję: znowu udało się scenarzystom troszkę mnie zainteresować.