Battlestar Galactica ? ?He That Believeth In Me? (odcinek 4×01, recenzja)

Się dzieje… Po dwóch miesiącach od śmierci wraca Starbuck, w nowiutkim jak z fabryki myśliwcu. Twierdzi, że minęło tylko 6 godzin, nie pamięta zbyt wiele od śmierci, a w dodatku wydaje się mieć jakieś nowe nadnaturalne zdolności, dlatego pojawiają się podejrzenia, że jest Cylonem. W tym samym czasie Baltar zostaje kimś w rodzaju proroka nowej religii. Nawet cuda potrafi robić.

Lubię, gdy postaci w trakcie opowieści zmieniają się i dojrzewają, oraz gdy są stawiane w sytuacji nieprzyjemnej, w której muszą reagować niezgodnie z własnym charakterem. Nie są wtedy płaskie i monotonne. To między innymi dlatego uwielbiam trekowego DS9, gdzie partyzantka-terrorystka musi współpracować z kimś, kogo uważa za kolejnego najeźdźcę, doktor ukrywa nieprzyjemną tajemnicę, a „szef podziemia” okazuje się mieć serce i po cichu pomagać innym. Tymczasem w BSG i owszem, mamy zmiany, ale są one jakby z czapy… Kompletnie niekonsekwentne…

Taki Gajus Baltar chociażby. Rozumiem ideę. Na początku pozer i egoista, zapatrzony tylko w siebie i dbający tylko o własne bezpieczeństwo pod wpływem wojny, miłości Szóstki oraz przeżyć na Nowej Caprice zaczyna współczuć innym. Szczególnie po tym, jak z przyłożoną do skroni bronią musiał podpisać wyrok śmierci na niewinnych. Tylko w jaki sposób połączyć to z faktem, że został obiektem kultu? I to w czasie, gdy oficjalnie większość floty uważa go za zdrajcę! Jakim cudem całkiem spore grono kobiet przygarnia go i chroni w momencie, gdy wszyscy z zemsty chcą go wyrzucić przez śluzę? I jak – do cholery – uzdrowiony został chłopak po jego modlitwie? Czyżby wizja Szóstki, która nawiedza go praktycznie od pierwszego odcinka faktycznie była jakimś wysłannikiem?

Starbuck nie jest lepsza, chociaż w przypadku jej powrotu i zmian osobowości wpływ czegoś zewnętrznego to jedyne wyjaśnienie.

A może faktycznie istnieje jakaś omnipotężna trzecia rasa (poza ludźmi i Cylonami), która od początku wpływała na historię? Coś w rodzaju trekowego Q? Ktoś, kto bawi się nami i sprawdza jak w probówce nasze reakcje? Hm…. Coś w tym jest…