Stranger Things – recenzja pierwszego sezonu

Niedawno, bo 15 lipca, Netflix udostępnił na swoim streamingu Stranger Things, które już w samych trailerach zapowiadało się całkiem interesująco. W zwiastunach widzieliśmy małe miasteczko z lat osiemdziesiątych, które będzie świadkiem niezwykłych wydarzeń. Do tego, na pierwszy rzut oka produkcja miała przyciągać nostalgią i stylem retro. Dodatkowym magnesem byli też aktorzy: Winona Ryder, Matthew Modine i David Harbour. To wszystko sprawiłem, że wraz z małżonką sięgnęliśmy po ten serial zaraz w dniu premiery, żeby sprawdzić co to za czort 🙂

Wszystko zaczyna się bardzo klasycznie – w rządowej naukowej placówce Departamentu Energetyki coś się wydarzyło. Oczywiście na początku nie wiadomo co, dlaczego i po co, wiadomo natomiast, że jakiś biedny pracownik instytutu stracił przez to życie. Od razu po tej sekwencji poznajemy czwórkę młodych nastolatków, którzy siedzą przy stole w piwnicy i… tak, oczywiście, że grają w Dangeons&Dragons 🙂 Zrobiło się już późno, więc grupka geeków rozdziela się i każdy jedzie (na BMX-ie, bo jakże by inaczej ;-)) do swojego domu. Na drugi dzień okazuje się, że jeden z nich, Will, zaginął w tajemniczych okolicznościach. W tym samym czasie w Hamilton pojawia się tajemnicza dziewczynka z krótko przyciętymi włosami i szpitalnej koszuli. Tak mniej więcej rysuje się fabuła serialu. Wiem, z tego opisu nie wróży jakiegoś przełomu czy nawet niczego średnio dobrego, ale uwierzcie mi, jest kompletnie inaczej. Nie będę spoilerował jak historia toczy się dalej, ale naprawdę wciąga i te osiem odcinków ogląda się jednym tchem. Do tego atmosfera budowana jest nie tylko samą fabułą ale i rewelacyjną muzyką z tamtej epoki, stopniowaniem napięcia, scenografią i dobrze napisanymi i zagranymi postaciami. Co ciekawe, wszystko tutaj opiera się na tajemnicy, jednak scenarzyści nie irytują widzów tak, jak robił to na przykład Lost, czyli co raz więcej niewiadomych i nic nie wyjaśniamy. Nie, w Stranger Things kolejne elementy układanki podawane są w doskonałym momencie.

StrangerThings_00

Cały serial jest perfekcyjnie zrealizowany, lata osiemdziesiąte wylewają się z ekranu, a twórcy zwracają uwagę na wszelkie szczegóły. Można rzec spokojnie, że z jednej strony stworzyli swoisty wehikuł czasu do tamtych lat, a z drugiej jest to wyraźny hołd do kina tamtej epoki. Stranger Things jest wypełniony kliszami, ale widać, że bracia Duffer stosują je z premedytacją i co najważniejsze, o dziwo podbija to mocno walory serialu. Oglądając kolejne odcinki, co jakiś czas wiesz, że jest to mrugnięcie okiem w stronę jakiegoś tytułu z tamtych czasów lub po prostu do sposobu kręcenia filmów. Mamy tutaj chociażby słynny montage aż do zemdlenia wykorzystywany w latach osiemdziesiątych, ale oglądając go w serialu Netflixa uśmiechasz się i czujesz, że on po prostu do tej sceny pasuje i wiesz, że jest to kolejne mrugnięcie okiem do widza. Takich przykładów jest mnóstwo i jak dla mnie jest po prostu rewelacja.

StrangerThings_02

Poziom aktorsku też stoi na dobrym poziomie. Winona Ryder jest świetna, ale na pochwałę zasługują przede wszystkim najmłodsi aktorzy, z którymi często w filmach czy serialach bywa różnie. W przypadku Stranger Things jest bardzo dobrze. Młoda obsada daje radę i w zasadzie nie ma słabego punku. Chłopacy są bardzo autentyczni, czuć więź jaka ich łączy (naszym ulubieńcem jest Dustin), natomiast jeszcze trudniej wydaje mi się miała odtwórczyni Jedenastki, czyli tajemniczej dziewczyny i całkiem dobrze sobie poradziła.

Co ciekawe, jak nigdy, zwróciłem też uwagę w tym serialu na na operowanie obrazem. Zdjęcia są rewelacyjne, jakby twórcy bawili się też tym elementem Stranger Things. Nie potrafię tego do końca określić, bo brakuje mi tutaj merytorycznego przygotowania, jednak, całą magię tego serialu podbijały właśnie doskonale dobrane ujęcia i to właśnie one przede wszystkim zdradzają, że to jest produkcja z 2016, a nie 1984 roku. Na całość tego, co dostajemy wizualnie nachodzi jeszcze rewelacyjna muzyka czasami bezpośrednio z tamtej epoki, czasami po prostu na nią stylizowana. Gdzieś leci w tle rockowa kapela, gdzieś jakaś klasyczna melodyjka z syntezatorów.

StrangerThings_01

Stranger Things jest po prostu rewelacją tego roku. Wciągnął nie tylko mnie, ale i moją małżonkę ( co jest już wyczynem ) tak mocno, że nawet nie wiemy kiedy te osiem odcinków minęło i jedną z wad tego serialu jest to, że tak szybko się kończy. Chcemy więcej! i nie wyobrażam sobie, aby nie było kolejnych sezonów, bo byłaby to dla mnie tragedia na miarę anulowania Firefly’a.  Połączenie klimatu starszych filmów Spielberga, Cosia Carpentera, Goonies, Stephna Kinga i Silent Hilla po prostu sprawdziło się genialnie, szczególnie w tak perfekcyjnej realizacji. Jedynym poważnym zarzutem może być mały stosunek science w science-fiction, ale nawet mi to w ogóle nie przeszkadza w tym przypadku. Moim zdaniem jest to pozycja obowiązkowa dla każdego! Wymiernie oceniam ten serial na 9,5/10.