Wrażenia z filmu Dzień Niepodległości: Odrodzenie oczami załogantów Pifka

Kilka dni temu wybraliśmy się całym Instytutem wraz z kilkoma przyjaciółmi do kina pooglądać nową superprodukcje katastroficzną o tym, jak to paskudni obcy po raz kolejny nadziewają się na dzielnych ziemskich bohaterów i plany podbicia/zniszczenia/wyeksploatowania naszej planety spełzają na niczym. „Dzień Niepodległości: Odrodzenie”, bo o tym filmie mowa, wzbudził wśród nas skrajnie odmienne opinie, dlatego tym razem nasze recenzje będą o wiele mniej monotonne…

Uwaga! Możliwe spoilery!

Recenzja według Śmiecha

Po co idziemy zobaczyć „Dzień Niepodległości”? Żeby się pośmiać. Filmu nie można rozpatrywać w kategoriach naukowych, bo samo założenie, jak i mnóstwo szczegółów można wyrzucić do kosza, gdyby rozpatrywać je w kategoriach realistyczno-naukowych. Nie mogę się jednak oprzeć, by złośliwie nie wymienić tutaj:

  • okrętu obcych o średnicy 5000 km (tyle co półtora Księżyca, albo prawie tyle, co promień Ziemi) spadającego na Amerykę i Atlantyk,
  • wwiercania się w jądro planety, żeby pozbawić ją energii,
  • panowania nad grawitacją (1g w księżycowej bazie),
  • zachowania obiektów fizycznych (np. braku bezwładności)
  • i wielu innych pomniejszych grzechów.

Postaram się jednak być litościwy.

idr01

Jako film oglądało mi się to świetnie (przy kilku parsknięciach wywołanych naukowymi idiotyzmami). Było prawie wszystko to, co w pierwszej części, choć miałem wrażenie, że tym razem twórcy poszli w ilość, a nie w jakość. No bo tak: w pierwszej części okręty obcych miały 25km średnicy, teraz 5000km. W pierwszej części mieliśmy jedną patriotyczną przemowę, tutaj były dwie i pół. Kiedyś biliśmy się z małymi ufoludkami, teraz po pustyni w Nevadzie zapieprzała królowa wielkości sporego wieżowca. Postaci jest teraz jakby więcej, podobnie jak scen batalistycznych i wybuchowych.

Mam niejasne wrażenie, że film był kręcony pod fanów części pierwszej na podstawie listy do odhaczania i niezliczonej ilości stereotypów i klisz. To trochę tak, jakby reżyser ze scenarzystą usiedli i kombinowali w stylu

Dajesz Roland, co tam było? Wątek miłosny – zrobione. Postać do rozluźnienia atmosfery – gotowe. Szalony naukowiec – jest. Ciemnoskóry bohater – jest. Prezydent wsiadający do fruwającego pojazdu – odhaczone. Rzucona od niechcenia śmieszna jednolinijkowa uwaga – jest. Wrogość pomiędzy dwoma starymi kumplami z powodu brawury jednego z nich – oczywiście. Fajtłapa z dobrym sercem zakochujący się w piękności – jest.

Dlatego historia nie jest niczym nowym, jest przewidywalna jak wyniki wyborów w Rosji i od samego początku wiadomo, tak się skończy. Obcy zostaną pokonani, kumple się pogodzą, a fajtłapa rozkocha w sobie piękność.

idr02

Film nie ogląda się dla historii. Ogląda się go dla scen rozpierduchy, świetnie napisanych postaci i humoru. O ile jednak sceny niszczenia Ziemi, ataku, statki, obcy i cała reszta CGI dawała jak najbardziej radę, o tyle troszkę zawiodłem się na bohaterach. Może nie wszystkich, ale jednak… Ogromną siłą filmu z 1996 był Will Smith i jego brak tutaj jest mocno odczuwalny. Jego następca nie daje rady – Jessie Usher najzwyklej w świecie nie ma tej charyzmy. Sytuację ratuję troszkę młodsza wersja Goldbluma, czyli Liam Hemsworth jako Jake Morrison, ale i tak na ekranie to nie on błyszczy najmocniej. Zasłonę milczenia spuszczę na postać prawnika, w którym budzi się lew – był żałosny, a nie śmieszny. Najgenialniej wczuł się w rolę Brent Spinner, jako szalony doktor Okun. Jest dokładnie takim pojechanym dziwakiem, jakiego się spodziewamy.

No i wreszcie humor… Tu też jedynka wypada lepiej, bo po seansie bez problemu przypominałem sobie co lepsze teksty. Któż nie kojarzy genialnego „Welcome to Earth” połączonego z prawym prostym Willa Smitha? A teraz? Śmiałem się podczas seansu, ale po wyjściu z kina nie mogłem przypomnieć sobie żadnego lepszego tekstu, który jakoś bardziej zapadałby w pamięć. Scena? Owszem: gdy Jake Morrison oddaje ciepły mocz w statku-matce obcych , ale tekst? Nie bardzo…

Jeśli komuś podobała się jedynka, to dwójką też może być zachwycony. Jeśli uważasz jedynkę za dno, to nie idź teraz do kina.

Prawda, Bartas?

Recenzja według Mavisa

Co do jednego mogę być pewny, jest to 100% film Katastroficzny, ponieważ każdy plan obrony Ziemi kończy się źle, a gdy już się wydaje że dany wariant się powiódł… cóż bohaterowie muszą powalczyć jeszcze raz… ten ostatni raz. Mówiąc krótko : jeśli wyłączy się analityczną część umysłu, to film jest w pytkę. Jeśli natomiast się tego nie zrobi, to można się doczepić do takich rzeczy jak:

  • brak zamontowanych osłon, chroniących strefę 51
  • warzywniak obcych, w którym obce rośliny rosną w Ziemskim powietrzu.
  • No w sumie by mogli użyć tego statku wydobywczego obcych i laserem wiertniczym rozwalić nową Statek-Matkę
  • I jako bonus : śmierć Willa Smith’a poza ekranem.

idr04

Ale czy to takie ważne? Tak naprawdę żaden film nie stroni od udziwnień, czy usilnego uprzykrzania losu bohatera.
W Przypadku Dnia Niepodległości widz dostaje to czego oczekiwał: Jeszcze więcej.
Gigantyczny Statek-Matka, tak jak Śmiecho wspominał jest naprawdę gigantyczny, bo lądując na Ziemi, jedną nogę stawia w Londynie a drugą w Waszyngtonie DC. Sami Obcy też wyglądają bardziej złowieszczo, gdyż widać m.in poruszające się wypustki policzków itp, oraz sama Królowa, która niczym Godzilla dokonuje szturmu na Strefę 51, z działkiem wielkości myśliwca w szponach . Oczywiście można się czepiać, że kukiełki z pierwszej cześć wyglądają bardziej realnie. Ale patrząc na poziom efektów komputerowych tegorocznych produkcji , to widziałem bardziej rażące w oczy efekty.
Sceny  bitewne również mają swój rozmach, choć muszę przyznać, że na ekranie nie widziałem „liczebności” Ziemskich sił. Momentami wydawało mi się, że sceny batalistyczne Jedynki obfitowały w większą ilość myśliwców… ale to może być tylko moje urojenie… chyba chcąc ocenić Ten film skierowałem się w ciemność, i na wyrost chciałem powytykać błędy Filmu, alby pokazać jego wielkość – dziwne prawda? Nadal mam wrażenie, że nie mogę wybrnąć z tego błędnego koła, dlatego zapewne moja recenzja będzie miała wydźwięk negatywny( a piszę ją drugi już raz), choć tak naprawdę tego nie chciałem zrobić… Wracając do tematu:
Co do postaci przedstawionych w filmie, w przeciwieństwie do Jedynki mamy tu kilku bohaterów który są równorzędnymi postaciami , co z jednej strony jest dużym plusem, gdyż rozrój wydarzeń możemy śledzić z różnych stron, z drugiej mój umysł nostalgicznie pragnął wyrazistego bohatera w postaci Willa Smith’a…

Na koniec :Moją największą obawę budzi nadchodząca trzecia część (co w żaden sposób nie może rzutować na ocenę tej pozycji), która zapewne powstanie w ciągu najbliższych 2/3 lat, ale to dopiero czas zweryfikuje, więc czekajcie na recenzję 🙂

Ogólnie film mi się podobał, nawet momentami bardzo, i oceniam na 7.5 Czyli dobry, miejscami bardzo dobry, z tym, że tych „bardzo dobrych” momentów jest za mało abym mógł z pewnością ocenić film na 8/10, dlatego w ostateczności zaniżam ocenę i wystawiam ocenę dobrą –  7/10.
Naturalnie Film polecam, jest to pozycja godna obejrzenia, zwłaszcza na dużym ekranie.

 

Recenzja według Wookiego

Na ten film do kina pójść zwyczajnie musiałem chociażby z ogromnego sentymentu. Na pierwszej części Dnia Niepodległości, jeszcze jako młody szczyl również byłem na seansie w moim rodzinnym mieście, gdzie filmy docierały z trzymiesięcznym opóźnieniem w stosunku do daty premiery, a ja widząc zwiastuny w telewizji nie mogłem się doczekać. Dzielne amerykańskie F-18 walczą w nierównej walce z przytłaczającymi siłami obcych najeźdźców – wówczas jarałem się tym jak stonka na łęcinę. Samym filmem wówczas też byłem zachwycony i rzecz jasna nie dostrzegałem w nim absolutnie żadnych wad, cóż mogę powiedzieć… byłem młody i głupi. Wraz z biegiem lat oraz z kolejnymi powtórkami jakie sobie fundowałem dostrzegłem jaki ten film od strony logiki i realizmu świata przedstawionego jest bardzo słaby. Jednak cały czas, do tej pory uwielbiam ten film, który traktuje jako jeden z moich guilty pleasures. Wciąż mnie ten film śmieszy (o wiele bardziej niż w dniu kiedy pierwszy raz go obejrzałem) i nadal uważam go za jeden z najlepszych filmów katastroficznych, bo na tle tego gatunku w cale tak źle Dzień Niepodległości nie wypada., natomiast jako stricte science-fiction wypada już dosyć kiepsko.

idr05

W każdym razie, czekałem na sequel 20 lat i zwyczajnie jarałem się tym tytułem strasznie, ale już nie jak dzieciak, tylko czekając na dobrą komedię science-fiction i jeszcze przed obejrzeniem produkcji tylko jedna rzecz mi zgrzytała – brak w obsadzie Willa Smitha, czyli najjaśniejszego punktu pierwszej części. Poza tym super, co więcej przez kilka miesięcy trwała rewelacyjna akcja marketingowa w postaci filmów propagandowo-informacyjnych dawała nawet nadzieję, że druga część może być nieco poważniejsza. I co? Muszę powiedzieć, że w żadnym wypadku się nie zawiodłem. Bawiłem się przednio, lepiej w tym roku tylko na Deadpoolu. Dostałem to co sequel takiego tytułu dostarczać powinien, czyli przede wszystkim więcej tego, co widzieliśmy w pierwszej części. Są przemowy, tak jak Śmiecho wspomina nie jedna a wręcz dwie i pół. Są obcy więksi i straszniejsi, są obce technologie, jest kataklizm no i jest komedia (niekoniecznie zawsze tam gdzie była przez twórców zamierzona 😛 ). Efekty specjalne rewelacyjne, wizualnie podobnie jak pierwsza część po prostu cieszy oko.

Jeśli chodzi o aktorów to jest zauważalny brak Willa Smitha. Jeff Goldblum i młody Hemsworth robią co mogą, ale nie są w stanie wypełnić tej luki. Za mało też był moim zdaniem wyeksponowany filmowy ojciec Goldbluma, który był perełką pierwszej części. Za to show kradnie profesor Okun, czyli Brent Spiner, który w Odrodzeniu otrzymał zdecydowanie ważniejszą rolę i to on był jednym z głównych akcentów komediowych. Na pochwałę zasługuje jeszcze tandem nowych postaci, czyli afrykański watażka Dikembe Umbutu i audytor z ręki rządu amerykańskiego niejaki Floyd. Oni też powodowali sporo śmiechu i, co równie ważne, powiew świeżości. Zarzuty natomiast mam do gry aktorskiej w zasadzie tylko dwóch postaci, czyli córki byłego prezydenta oraz przyszywanego syna Willa Smitha, ten ostatni to w zasadzie aktorstwo na poziomie kostki masła – po prostu tragedia. Dziewczyna w prawdzie stara się bardziej, ale moim zdaniem kompletnie nie dawała rady. Ostatecznie dostajemy idealną mieszankę nowych i znanych bohaterów, którzy całkiem nieźle sprawdzają się na ekranie.

idr07

Fabularnie niewiele można powiedzieć. Scenariusz nie jest jakimś arcydziełem,  podobnie jak w pierwowzorze prosta historia, bez większych zaskoczeń czy zawiłości, ale też niczego innego się nie spodziewałem. Luk logicznych jest sporo, mimo że widać, że twórcy starali się ( chociażby Statek obcych, który był gargantuiczny, generował dostrzegalną grawitację, ale nadal to kompletnie absurdalny i nie trzymający się kupy pomysł i do tego jeszcze to wwiercanie się do jądra Ziemi…) , to nadal głębsza analiza warstwy fabularnej nie ma sensu, chyba, że chcemy kopać leżącego. Także umówmy, się jeśli ktoś szedł do kina na ten film właśnie dla dobrej fabuły to prawdopodobnie mocno się zawiódł. Ja natomiast mam największy zarzut do samej ‚katastroficzności’ Dnia Niepodległości: Odrodzenie. Fakt, mamy tutaj więcej, mocniej, dalej, ale jakoś tej dramaturgii się nie czuje tak bardzo, jak to miało miejsce w pierwszej części. Ok, był kataklizm, nawet na dużo większą skalę, ale nic tutaj już widza nie zaskakuje. Plus natomiast za śmianie się z samych siebie stwierdzeniem Goldbluma podczas ataku: „Upodobali sobie nasze zabytki”.

Podsumowując powiem, że muszę ten film ocenić dwojako. Obiektywnie ten film jest raczej średni, może nawet słaby – takie trochę lepsze Transformersy – głupia historyjka z dobrymi efektami specjalnymi. Jednak, jeśli ktoś podejdzie do tego tak ja czyli z nostalgią i licząc na dobrą komedię to na pewno się nie zawiedzie, a wiele z wad filmu przerodzi się w jego zalety. Ja daję temu filmowi 8/10 właśnie za humor i powrót do lat dzieciństwa, jednak jeśli na kimś to nie robi wrażenia, to prawdopodobnie ocena będzie 0 2-3 punkty niższa.

Recenzja według Bartasa

Ach, Dzień Niepodległości… Wspaniały film naszego dzieciństwa i idealny wytwór lat 80/90 kiedy to nieważna była logika, sens czy pełnokrwiści bohaterowie. Wystarczyło dać nam kosmitów, konkretną rozwałkę i parę stereotypowych bohaterów (żołnierz, inżynier, dowódca, pijak, jakiś dowcipniś) i już byliśmy zadowoleni. Gdy jednak obejrzałem ten film już w latach późniejszych okazało się, że nie ma on zbyt wiele do zaoferowania. Efekty specjalne już nie robią wrażenia, głupoty scenariuszowe widać jak na dłoni. I śmieszne to i głupiutkie, ot takie lepsze Transformersy.

idr03

Nagle pojawiła się informacja, że ktoś postanowił nakręcić drugą część tego wątpliwego dzieła. Oczywiście była nadzieja, że kolejna cześć zostanie potraktowana poważnie, że tym razem scenarzyści darują sobie magiczne zbiegi okoliczności i dziury fabularne rozmiaru wielkiego Kanionu. Niestety nadzieja okazała się płonna. Twórcy bowiem postanowili zaserwować nam to samo danie ale z mocniejszą przyprawą. Stąd to o czym wspominali przedmówcy: silniej, więcej, lepiej. Kolejne niebywałe zbiegi okoliczności, kolejne przemowy i kolejne poświęcenia. W związku z tym pastwienie się nad tym filmem nie ma sensu (podobnie jak jego fabuła). Każdy może uderzać w ten film jak w bęben, bo on sam się wystawia, przez co to wydaję się za proste. Żałuję, że twórcy zatrzymali się 20 lat temu i postanowili nakręcić film w stylu M. Baya, czyli na zasadzie dużo akcji i wybuchów. Mógłbym tutaj napisać kilkadziesiąt stron na temat miernego scenariusza, głupoty i oczywistych błędów w tym filmie, ale zamiast tego chciałbym wam powiedzieć jak ja odebrałem ten film.

Uwaga, dla mnie ten film był………nudny. Kompletnie nie ruszało mnie, że kosmici znowu nas atakują, w przeciwieństwie do poprzedniej części, w której czuć było desperację ludzi i zagładę naszego gatunku. Tu raczej przychodziło na myśl coś na zasadzie: znowu wy? Kończąc mój wpis (bo nie mam zamiaru dłużej pisać o tym filmidle) chcę przekazać, że dla mnie film „Dzień Niepodległosci:Odrodzenie” zatrzymał się gdzieś w okolicach 96 roku i jak dla mnie był najsłabszym filmem jaki obejrzałem w kinie w tym roku. Nie polecam go, chyba, że ktoś chce sobie przypomnieć jak kręciło się filmy 20 lat temu. Dodam tylko, że gdyby ta część faktycznie powstała w roku 1998 byłbym mega zachwycony kolejną częścią „Dnia Niepodległości.”