Battlestar Galactica ? ?Dirty Hands? (odcinek 3×16, recenzja)

Cylonów póki co nie widać na horyzoncie, ale pomimo tego szefostwo floty i tak wyciska z ludzi ostatnie siły. Część osób jest na skraju wyczerpania, dlatego postanawiają ogłosić strajk, co w obliczu wojny jest traktowane jak zdrada… Do tego dochodzi brak perspektyw i „szklany sufit” dla niektórych mechaników…

To dość dziwny odcinek. Nie ma pokazanej wprost wojny i walki, ale pomimo tego nie ogląda się tego źle. Czuć emanujące z ekranu zniechęcenie i pesymizm, więc odbieram odcinek o wiele lepiej, niż kilka poprzednich, gdzie głównie ziało nudą. Widocznie scenarzyści powracają do formy, skoro znowu potrafią przekazać to, co się w czasie wojny dzieje z dala od frontu. Na liniach dostawczych, w magazynach, z przypadkowymi ludźmi zmuszonymi pracować na ważnych, ale kompletnie niezwiązanych z ich umiejętnościami stanowiskach… I to bez samych emocji związanych z walką.

Miło też zobaczyć optymistyczną końcówkę, gdy okazuje się, że szefostwo od początku było gotowe rozbić „szklany sufit” i ulżyć hutnikom, ale czekało na dogodny moment tylko po to, by wszyscy mogli zachować twarz. Przyznaję, że ten moment mnie zaskoczył.

Natomiast śmieszy mnie troszkę socjalistyczne podejście Baltara do pracy i „arystokracji”. Cóż… Czyżbyśmy mieli od teraz jednym tchem wymieniać Gajusa Baltara obok Marksa i Engelsa? 🙂 A na poważnie… Baltar chyba wcześniej nie wykazywał zainteresowania socjalistycznymi ideałami. Był człowiekiem nauki, który kierował się egoizmem i obawą o własny byt. Skąd u niego taka zmiana? Scenarzyści troszkę za bardzo popłynęli?