Nadciąga burza – recenzja książki

Planeta Ansion chce wyjść z Republiki. Ponieważ jest zbyt cenna ze strategicznego punktu widzenia, Senat wysyła czwórke Jedi aby przekonali mieszkańców o pozostaniu w sferze wpływów Coruscant. 

Dziwna książka.. Główny problem mam z założeniem fabuły. Jeżeli bowiem Ansion odejdzie z Republiki to z nim sporo cennych światów. Hmm jak dla mnie jest to lekko naciagane rozpoczęcie historii. No bo przecież mimo traktatów itp nie jest powiedziane, że zaraz wszyscy odejdą z Republiki. Sama akcja na planecie jest ciekawa, interesująca jeżeli macie około 10 lat. Zdaje sobie sprawę jak to brzmi, ale takie są niestety moje odczucia. Przez cała historie czytamy jak Anakin narzeka, że nie chce tu być, że gdzie indziej jest ciekawiej i co najlepsze czytelnik sam zaczyna się zastanawiać czy czasem nie ma racji. Mamy tu bowiem do czynienia z prostą jak budowa cepa historią o tym, jak Jedi przekonali mieszkańców do pozostania w Republice mimo, że źli i niedobrzy separatyści próbowali im to uniemożliwić. Jeżeli brzmi wam to jak bajka dla dzieci to macie prawidłowe odczucia. Niestety wszystko to sztampowe i dziecinne, a łatwość z jaką Jedi przekonali mieszkańców jest tak śmieszna, że aż boli głowa. Do tego dołożymy tradycyjny powrót naszych bohaterów do miasta, gdy za 5 minut nastąpi głosowanie nad separacją i rozbrajającą próbę zatrzymania ich w postaci totalnej maskary na ulicach stolicy. Nieźle zwłaszcza jeśli zauważyć, że separatyści się ukrywają i oficjalnie nie istnieją. Czy to oznacza, że nie warto czytać tej ksiażki? Otóż… jest pewna rzecz która przykuła moją uwagę. Niesamowite opisy zwyczajów mieszkańców, ludzi pustyni i ciekawe pomysły na zwierzęta z tej planety. Więc jeśli macie ochotę na rozwodnioną Diunę zmiksowaną z 80 lat dookoła świata to zapraszam. Tylko nie mówcie, że nie ostrzegałem.