Battlestar Galactica ? ?A Day In The Life? (odcinek 3×15, recenzja)

W rocznicę ślubu admirał wspomina nieudane małżeństwo. Tymczasem Tyrol i Cally zatrzaskują się w uszkodzonej śluzie, z ulatującym powietrzem i perspektywą śmierci.

Odcinek nie jest zły, ale z drugiej strony trudno w nim znaleźć przebłysk geniuszu. Ot! Średnia forma scenarzystów. Mamy tu raczej powolny wątek starego Adamy. Rozumiem chęć rozwinięcia jego postaci i doceniam interesujący sposób, w jaki scenarzyści chcieli ów efekt osiągnąć. W końcu można powiedzieć, że admirał dosłownie rozmawiał z duchami przeszłości. Niestety całość odrobinkę się wlecze, a i rewelacje z przeszłości nie zaskakują aż tak bardzo.

Drugi wątek, czyli wypadek przy pracy małżeństwa Tyrolów jest o wiele ciekawszy. Fajne stopniowanie napięcia, by w końcu osiągnąć ciekawe crescendo. Czepiałbym się tylko naukowych szczegółów dotyczących skoku w próżnię. Po pierwsze: nie wydaje mi się, żeby przy spadku ciśnienia w śluzie obniżała się temperatura, a na ubraniach pojawiał się szron. I to jeszcze przy sytuacji, gdy bohaterzy normalnie chodzą i rozmawiają. Naturalną konsekwencją spadku ciśnienia są przede wszystkim zaburzenia kontaktu z otoczeniem i omdlenia. Ale to może nie być kwestia spadku ciśnienia, ale na przykład innej awarii, o której nie powiedziano wprost na ekranie, np. uszkodzenia ogrzewania.

Drugi błąd jest poważniejszy. Tuż przed skokiem Tyrol i Cally zakładają maski gazowe i nabierają powietrza do płuc. To niedopuszczalny błąd, bo różnica ciśnień może w tym momencie uszkodzić organy wewnętrzne. O wiele lepszym pomysłem – choć wydaje się to w pierwszej chwili idiotyczne – byłoby zrobić wydech, żeby różnica między ciśnieniem w płucach i próżnią była jak najmniejsza. Do pozostałych kwestii nie mam zastrzeżeń. Człowiek faktycznie może wytrzymać w próżni kilkadziesiąt sekund bez szkody dla zdrowia, chociaż świadomość wyłącza się po 10-15 sekundach.

Podsumowując: odcinek przeciętny na tle innych, ale ma niezłe „momenty”. 🙂