Battlestar Galactica ? ?The Woman King? (odcinek 3×14, recenzja)

Helo zostaje kwatermistrzem dla cywilów pragnących schronić się na BSG. Problem w tym, że miejsca jest mało, choroby i epidemie tylko czekają, żeby się rozplenić, część osób odmawia pomocy lekarskiej z powodów wyznaniowych, a szalony doktor zabija pacjentów. Dzień jak co dzień.

Po cierpiących wewnętrznie Lee i Karze z poprzednich odcinków mamy tu cierpiącego Helo i wiecie co? Zdecydowanie lepiej się to oglądało. Podczas gdy Kara i Lee kręcili się ze swoimi uczuciami w kółko, to Helo przynajmniej zachowuje się, jakby miał jaja. Wie czego chce i jest gotów walczyć ze wszystkimi, żeby to osiągnąć. Ma kręgosłup moralny i nie zachowuje się jak niedoświadczony zakochany nastolatek.

Co do mnie nie do końca przemawia, to cała sytuacja. Po pierwsze jak to się stało, że na okręcie wojskowym jest aż tak wielu cywili? Czyżby w ogóle nie chronili się na innych okrętach? To jest jednak pryszcz przy następnym pytaniu… Jak to możliwe, że członkowie wysoko rozwiniętej cywilizacji, zasiedlającej kilkanaście planet i podróżującej z prędkościami nadświetlnymi w galaktyce, a także używającej zaawansowanej sztucznej inteligencji nie chcą się leczyć z powodów religijnych? Jakim cudem nie wierzą w naukę, która sprawdza się w codziennym życiu, wyniosła ich do gwiazd, itd., itp.? O ile zachowanie poszczególnych bohaterów jest bardzo fajnie pokazane, o tyle sam problem według mnie po prostu jest odrobinę nieprzemyślany.

Pomijając jednak ten problem, to cały odcinek ogląda się bardzo przyjemnie.