Star Trek Enterprise: Stigma ? recenzja (odcinek 2×14)

Na Enterprise przybywa żona doktora Phloxa. Trip wydaję się być nią oczarowany. Tymczasem na pokładzie znajdują się także Wolkańscy lekarze, którzy mają pewne podejrzenia do T’Pol.

 

Porządny odcinek. Mamy tu kontynuację wątku z pierwszego sezonu, kiedy to T’Pol doświadczyła połączenia jaźni. Okazuję się bowiem, że jest to zakazane z pewnego konkretnego powodu. Odcinek w sposób interesujący przedstawia sposób myślenia Wolkan oraz pewne ich lęki i obawy. Naprawdę miło się to ogląda zwłaszcza po poprzednim tragicznym odcinku. Aby pomóc T’Pol zjawia się również żona doktora Phloxa i sam nie wiem który wątek w tym odcinku podoba mi się bardziej. W tym wątku (dotyczącym szanownej małżonki) mamy bowiem do czynienia z wielką dozą humoru oraz, co jeszcze ciekawsze, pokazaniem niezrozumienia kulturowego. Okazuję się bowiem, że obyczaje na Denobuli są trochę bardziej luźne niż na Ziemi, a pani doktorowa ma mówiąc kolokwialnie chrapkę na Tripa. Uwierzcie, warto obejrzeć ten odcinek dla samego dialogu pomiędzy doktorem a Tripem. Cóż na szczęście scenarzyści postanowili wziąć się w garść i dać nam wreszcie epizod warty zapamiętania jak i sporo wnoszący do tego wspaniałego uniwersum. Udało się im połączyć bardzo poważny problem (kultura Wolkan, problemy T’Pol, różnice między gatunkowe) z niewiarygodną porcją humoru. Gratuluję.