Człowiek z Wysokiego Zamku / Man in the High Castle – Revelations (sezon 1, odcinek 4, recenzja)

„Revelations” to bezpośrednia kontynuacja poprzedniego odcinka, a główny nacisk stawiany jest na dwa wątki: Juliany i Joe w strefie neutralnej oraz Franka Frinka w San Francisco. Zawiodłem się tym razem na Johnie Smicie – tym razem jego historia nie wnosi kompletnie nic, a wręcz odnosi się wrażenie, że tylko niepotrzebnie zabrał czas pozostałym postaciom.

High Castle S01E04_01

Fajne jest to, że twórcy nie drażnią widza i zaczynają kolejny epizod od wyjaśnienia clifhangera z poprzedniego. Zatem tym razem mamy od razu przeskok do Juliany i Joe, który muszą uporać się z groźnym i groteskowym Marshallem. Niewiele mogę powiedzieć więcej w tym temacie, aby za dużo nie zdradzić, ale w tym wątku mamy całkiem sprytne ale też dosyć już oklepany twist z wprowadzeniem łowcy nagród w błąd. Do tego, dowiadujemy się istotnych informacji na temat samego Człowieka z Wysokiego Zamku. Ostatecznie, po wielu drobnych zwrotach akcji, nasza para się rozdziela – Juliana wraca do San Francisco, zostawiając Joe w strefie neutralnej. Wszystko tutaj w zasadzie było poprawne, aczkolwiek żaden twist mnie nie zaskoczył, a całość jest raczej bardzo przewidywalna mimo początkowych sporych nadziei.

W międzyczasie w San Francisco wszystko obraca się wokół odwiedzin pary książęcej. Frank planuje zamach i działa w dość impulsywny sposób, czemu nie można się do końca dziwić, biorąc pod uwagę to, co go spotkało. Przyznam, że w tym odcinku ten wątek jest moim faworytem. Mimo braku jakiejkolwiek oryginalności, to wydawał się najbardziej autentyczny i naturalny. Do tego, dzięki Frankowi spotykamy starego dobrego znajomego z książki, to jest Roberta Childana, co również dodało kilku atutów tej historii.  Na koniec odcinka dostajemy pompatyczną scenę przemówienia japońskiego księcia, w którą są wplątane ujęcia z Frankiem oraz szpiegiem Wegenerem, który ciągnie wątek szpiegowsko-polityczny również próbuje wykonać swoje zadanie. Padają strzały, panika… książę pada i co ciekawe nie strzelał Frank

High Castle S01E04_02

Odcinek ten zawiera sporo nowych informacji pchających fabułę do przodu, jednak jest chyba najspokojniejszym z dotychczasowych, ale też nieco słabszy. Mimo wtórności, podobały mi się zwroty akcji po raz kolejny odczuwalny przez widza dramat bohaterów. Ogólnie serial ma coś w sobie takiego, że chce mi się go oglądać mimo tego, że ani nie jest super naszpikowany akcją ani też fabularnie często nie zaskakuje. Do tego, po raz pierwszy zwróciłem uwagę na muzykę, która w scenie przemowy księcia w parku w San Francisco była wręcz fenomenalna i rzecz jasna idealna dla tej sceny. Niestety zaczynam wątpić w wątek Johna Smitha, który po dobrym momencie w poprzednim odcinku robi się znów niemrawy, a co gorsza co raz bardziej sprawa wrażenia kompletnie zbędnego. Kolejny plus muszę przypisać ukłonom w stronę książki – pojawienie się Roberta Childana, właściciela sklepu z antykami to bardzo fajny zabieg, mimo że całkowicie w innych okolicznościach spotyka się tutaj z Frankiem Frinkiem. Jak na razie twórcy robią solidną robotę, a co ważniejsze mają raczej stałą formę.

Wszystkie zdjęcia pochodzą z portalu hidden remote.