Star Trek Enterprise: Precious Cargo ? recenzja (odcinek 2×11)

Na Enterprise trafia para obcych przewożących bardzo cenny ładunek. Gdy Trip odkrywa co to za ładunek, wpada w tarapaty…

No panowie scenarzyści. Ja rozumiem nawiązania do innych odcinków serii. Jestem w stanie zaakceptować podobieństwo między odcinkami, które dzieli parę serii Star Treka. No ale dlaczego robicie coś takiego? Serio? Dajecie nam bajkę o księżniczce? Do czego chcecie nawiązać? Star wars? Opowieści 1000 i jednej nocy? Powiem otwarcie, że ciężko mi się ogląda w serialu spod znaku Star Trek opowieść o pięknej księżniczce i jej wybawicielu. Powiem więcej nawet słowne przepychanki między Tripem a księżniczką są nieśmieszne, wtórne i kompletnie do niczego. Naprawdę słaby odcinek i co najbardziej niepokoi totalnie wtórny. Ja rozumiem, że ciężko jest wymyślić nowy pomysł i nie mam nic przeciwko czerpaniu interpretacji skąd tylko potrzeba ale trzeba to robić z głową. Na jedyny plus rola Padmy Lakshmi, która zdaje się być wiarygodna w roli rozpuszczonej księżniczki. Natomiast Trip wypada blado jako Han Solo Star Treka. Niestety ten odcinek zrobiony na siłę i kompletnie nieudany.