Wrażenia z filmu X-Men: Apocalypse oczami załogantów Pifka

Relacja według Śmiecha

Dosyć niespodziewanie, bez wcześniejszych przygotowań i w oderwaniu od comiesięcznych spotkań wybraliśmy się pifkową ekipą do kina, aby prawie w ostatniej chwili zobaczyć najnowszych XMenów na dużym ekranie. I powiem szczerze, że najbardziej z seansu zapamiętałem niekontrolowane wybuchy śmiechu podczas scen w Polsce. W dodatku nie do końca w momentach, w których przewidział to reżyser…

Żeby za dużo nie zaspoilerować: rzecz dzieje się w latach 80-tych zeszłego wieku, a jedna z ważniejszych postaci ukrywa się w Polsce. Tak. Chodzi o nasz kraj, pełen ówczesnych spięć pomiędzy dogorywającym jedynym słusznym ustrojem towarzyszy zza Buga, a ruchami solidarnościowymi i wolnościowymi. W którym dopiero co skończył się stan wojenny, ale w którym PZPR ciągle utrzymywało sporą władzę i który ciągle znajdował się za „żelazną kurtyną”. I w tym pięknym kraju ukrywa się postać uznana na całym świecie za jednego z najgroźniejszych kryminalistów globu, której twarz pojawiła kilka lat wcześniej się we wszystkich mediach. Ta postać pracuje sobie jakby nigdy nic w fabryce w Pruszkowie i nikt jej nie rozpoznaje… Wszyscy mówią po angielsku, a do tego po wypadku na miejscu pojawia się reporter CNN.

magnetoTo, że realia Polski zostały kiepsko oddane, to jedna rzecz, ale do tego dochodzą kłopoty z językiem polskim. Zrozumiałe jest,  że amerykańscy aktorzy mogą mieć problemy z najtrudniejszym językiem świata. Dlatego do ról drugo- i trzecioplanowych zatrudniono Polaków, którzy na ekranie powinni oddać piękno naszej polszczyzny. Niestety nie oddają… Powiedzieć o nich, że grali jak klocki drewna byłby pochwałą. Udaje im się poprawnie wypowiadać kwestie w naszym języku, ale same dialogi i sposób gry przypomina troszkę teatrzyk w przedszkolu. (Mam dzieci w wieku 7 i 8 lat, więc wiem co nieco o szkolnych i przedszkolnych przedstawieniach.) Według mojej roboczej teorii zatrudniono wprawdzie Polaków, ale zgarniętych na ulicy Chicago w łapance. W sklepie z pierogami.

xmenapocalypse-storm-apocalypse-psylockeNie mogę jednak jedną czy dwiema scenami przekreślać całego filmu, bo on wcale nie jest taki tragiczny. Wtórny, ale bynajmniej nie beznadziejny. Mamy tutaj „Tego Złego”, który chce zapanować nad światem. Żeby to zrobić chce wcześniej zniszczyć obecny ład, żeby – jak sam mówi – na gruzach obecnego świata zbudować nowy porządek. Pokrętna logika, ale ok. Koleś urodził się kilka tysięcy lat temu, więc może inaczej patrzy na globalne rynki i ekonomię. Jego plan polega na zebraniu czterech lojalnych generałów i ruszeniu w szał zniszczenia. Jest widowiskowo, wybuchowo, błyskają promienie śmierci, budynki implodują, ludzie fruwają, gościnnie w jednej scenie pojawia się Hugh Jackman jako Wolverine, motywy starożytnego Egiptu mieszają się z Biblią i współczesnością… Innymi słowy: jeśliby  nie zwracać uwagi na paskudne uproszczenia historii robione pod przeciętnych amerykańskich odbiorców i skupić się wyłącznie na widowiskowości i akcji, to jest całkiem fajnie. Nie zawsze z sensem, ale fajnie.

X-Men-Apocalypse-Trailer-Quicksilver-SuitFilm skradł Quicksilver. Jedna długa scena z jego udziałem była świetna i chociaż nie było to nic odkrywczego (bo tak na prawdę dostajemy to samo, co w „Days of the Future Past”, tylko więcej), to sposób w jaki Quicksilver ratował mutantów z wybuchającej szkoły był przekomiczny. Na luzie i z jajem. Do tego przy genialnie dobranej ścieżce dźwiękowej.

Mógłbym się jeszcze czepiać zbyt delikatnie zarysowanej motywacji bohaterów, ale nie oszukujmy się. To nie ma być dramat psychologiczny, tylko komiksowe kino akcji. I w tej kategorii – choć razi wtórnością i uproszczeniami – to jednak film całkowicie spełnia swoje zadanie.

Relacja według Wookiego

Śmiecho już napisał sporo tego z czym się całkowicie zgadzam. Najbardziej rażąca w filmie była sprawa polska. Czy naprawdę to taki problem, aby w filmie za ponad 170 milionów dolarów zatrudnić kilkunastu aktorów, którzy mówią płynną polszczyzną i umieją grać na poziomie wyższym niż „Trudne sprawy”? Dla mnie to zwyczajne albo olewactwo, albo ignorancja. Bo poza językiem, nie oddano też w zasadzie żadnych realiów panujących w naszym kraju w tamtych czasach.

Również uważam, że show skradł Quicksilver. Głowna scena z nim jest genialna, ale też większość ujęć z tą postacią jest świetna.  Oczywiście, już to wszystko mieliśmy poprzednio, ale to jest tak pozytywny bohater, że w ogóle mi to nie przeszkadza i chcę tego więcej. 🙂 Wydaje mi się, że gorzej jest z pozostałymi postaciami. Ok, Xaviera, czy Mistique nie trzeba już przedstawiać i tutaj nie ma się do czego przyczepić, ale na przykład Jean Greay, czy Scott zwyczajnie nie dawali rady moim zdaniem. Mam też mieszane uczucia do Storm czy Psylocke, ale raczej z tego powodu, że ich sumaryczny czas na ekranie to może maksymalnie 3-4 minuty.

x-men-jean-grey

Jak już jesteśmy przy postaciach, to nie mogę nie wspomnieć o Apocalypsie, który nie wypadł znowu do końca tak słabo. Na tle szwarccharakterów z Batman v Superman, czy w szczególności najnowszego Kapitana Ameryki to nie jest źle. Jego motywacja do mnie przemawiała – jego realia i cały styl życia jaki znał dawno przepadł, chce po prostu do tego wrócić. Brzydzi się supermocarstwami, kapitalizmem a przede wszystkim tym, że to ludzie rządzą światem. Chce to wszystko zaorać i zrobić znów po swojemu. Ja to w miarę kupuję – oczywiście, jak na konwencję filmu opartego na komiksie Marvela.

Fabularnie film miał sporo mniejszych wpadek a to z nie przyłożeniem się co do realiów – np. wspomniany już wątek polski, a to jakieś buraki typu: wlot śmigłowcem w betonowy poziomy otwór, albo przeciążanie instalacji elektrycznej zamiast ją zwyczajnie wyłączyć, albo kuriozalny sposób na pozbycie się broni atomowej. Można by się w zasadzie dalej znęcać nad tym tematem, ale tak jak wspomniał Śmiecho, jeśli się skupić na akcji, to jest fajnie i tego się trzymajmy.  Moja ocena to, podobnie jak w poprzednich dwóch ‚komiksówkach’ 7/10 – na pewno warto zobaczyć.

 

Relacja według Mavisa

Dodając swoje trzy grosze do tematu, potwierdzam fakt nieustannych spazmów śmiechu, które były wywoływane przez każde wypowiedziane polskie zdanie. Dodając do tego tak abstrakcyjne obrazy jak huta metalu w Pruszkowie, dom rodzinny w puszczy ze studnią, wokół której kręcą się sarny, czy milicjant z łukiem.  Obłędu można było też dostać gdy postacie raz mówiły po angielsku, raz po polsku i tak w kółko – ludzie zdecydujcie się w końcu na coś!

Jeśli przeżyło się ten moment, to reszta widowiska była zadowalająca… nawet odlotowa, w momentach gdy pojawiał się Quicksilver (definitywnie miażdżąca swój Avengersowy odpowiednik). Osobiście podobały mi się smaczki nawiązujące do pozostałych filmów z tej serii, a więc pokazanie X-Menowego Blackbirda, który był jeszcze w budowie, czy wątek Wolverina; do tego trzeba dodać jeszcze scenę końcową w Holoprojektorze, jak i samą scenę po napisach.

Na koniec może jeszcze dodam, iż oprócz wytkniętych przez Śmiecha i Wookiego plusów i minusów, dodam jeszcze jeden, może taki czepialski, ale dodam. No dobra tak naprawdę dwa:
– sceny ukazujące szkołę dla uzdolnionych uczniów, oprócz głównych bohaterów nikt nie posługiwał się swoimi mocami.
-Fani narzekali, że w poprzednich częściach nie była pokazana mutantka Jubilee, która „potrafiła emitować oraz mentalnie kontrolować eksplozje plazmatyczne w postaci kolorowych fajerwerków których siła zależała od jej stanu emocjonalnego” (jak podaje Marvelowska Wikia). Tak więc stwierdzam: faktycznie pokazali tę postać, gdzie słowo „pokazali” jest kluczowym słowem…

xmen2_mbty

Film oceniam na Dobry – czyli 7/10