Battlestar Galactica ? ?Unfinished Business? (odcinek 3×09, recenzja)

Dziwny to jest odcinek… Niewiele się dzieje, w zasadzie całość to retrospekcje z czasów, gdy jeszcze przed cylońską okupacją Nowej Capricii ludzie próbowali sobie ułożyć tam życie. Wszystko przyprawione wieloznacznymi walkami bokserskimi, które miały być dla załogi rozrywką, a zamieniły się w prywatne rozrachunki z przeszłością pomiędzy niektórymi z bohaterów.

Doczytałem się, że sceny z planety to tak na prawdę niewykorzystany materiał, który został nakręcony kilka miesięcy wcześniej, gdy ekipa filmowa była na etapie przygotowywania odcinków o okupacji. Ma to ogromną zaletę i paskudną wadę…

Zaletą jest to, że bez specjalnych nakładów pracy, makijażów i charakteryzacji wszyscy bohaterowie wyglądają tak, jak w tamtym okresie czasu. Adama ma wąsy, Starbuck paraduje z długimi włosami, itd. To powoduje, że fabuła robi się bardziej spójna.

Ale niestety ma to też wadę… Skoro kilka miesięcy wcześniej nakręcone sceny nie nadawały się do publikacji, to dlaczego miałyby nadawać się teraz? Czy chodziło o to, że było ich mało, czy też o to, że były… słabe? W sumie nie dowiadujemy się niczego nowego. Admirał i prezydent ciągnie do siebie, chociaż oboje nie chcą, by to wpływało na życie służbowe. Thrace jest niestabilna emocjonalnie i boi się stabilizacji. Odrzucony laluś wpada w objęcia „dziewczyny zastępczej”. Nie jest to coś, czego byśmy o bohaterach nie wiedzieli już wcześniej.

Mam wrażenie, że jest to odcinek na uspokojenie i że niedługo znowu będzie napięcie w związku z walką z Cylonami.