Człowiek z Wysokiego Zamku / Man in the High Castle – The Illustrated Woman (sezon 1, odcinek 3, recenzja)

Jak już zdążyłem się przyzwyczaić, trzeci odcinek Człowieka z Wysokiego Zamku dosyć powoli i we własnym tempie przedstawia nam losy swoich bohaterów. Nie znaczy to jednak, że nic się w nim nie dzieje. Wręcz przeciwnie, wątków i wydarzeń jest sporo i przyznam, że co raz ciężej będzie unikać spoilerów.

High Castle S01E03_01

Podobnie jak poprzednio akcja podzielona jest na cztery wątki główne. Juliana i Joe próbują ogarnąć się w Canon City po wydarzeniach z końcówki poprzedniego odcinka. Dziewczyna jest wstrząśnięta, jednak nie bardzo jest czas na rozterki, bo prawdopodobnie sprowadzili na siebie niemiecki wywiad i trzeba jak najszybciej zabierać się z miasta. Tym czasem w okolicy zaczyna węszyć człowiek o pseudonimie Marshall (czyli po polski szeryf), który de facto okazuje się łowcą nagród. Cały ten wątek jest w zasadzie najbardziej wyeksponowany w całym odcinku. Poznajemy w nim nowy czarny charakter i jego dosyć drastyczne, ale też skuteczne metody działania. Na mnie na razie robi dużo lepsze wrażenie niż obergruppenführer  John Smith, który swoją drogą również w tym epizodzie zyskuje w moich oczach, ale o tym za chwilę. Coraz ciekawiej natomiast kształtuje się dla mnie sytuacja w samych Stanach Gór Skalistych. Po poczynaniach Marshalla można wnioskować, że strefa neutralna jest miejscem bezprawia lub władze lokalnej mają niewielki autorytet. Najpierw w rozmowie łowcy nagród z bibliotekarzem  dowiadujemy się, że tak naprawdę nie ma prawa zabraniającego sprzedaży Biblii, ale też jak Marshall stwierdził, nie ma prawa pochwalającego takie praktyki. Później z resztą publicznie wiesza człowieka, którego ma na swojej liście w dość oryginalny sposób na środku miasteczka i nie ma ani służb porządkowych ani też większego poruszenia wśród mieszkańców.  W międzyczasie Juliana i Joe próbują zatrzeć ślady, a relację między nimi zaczynają być co raz bardziej zażyłe. Cały wątek kończy się oczywiście tym, że łowca nagród dopada duet J&J, rozpoczyna się pościg i strzelanina i… zaciemnienie, koniec odcinka 🙂

High Castle S01E03_02

W San Francisco dochodzi w końcu do odwiedzin pary książęcej. Są oficjalne spotkania z oficjelami Stanów Pacyficznych jak i przedstawicielami Rzeszy Niemieckiej. Poznajemy przy okazji kilka ważnych faktów. Po pierwsze, małżeństwo następcy tronu zdaje się być na chwilę obecną tylko na pokaz. Po drugie, następca tronu doskonale zdaje sobie sprawę jak bardzo w tyle technologicznie jest Japonia w stosunku do nazistowskich Niemiec i co za tym idzie, mocno obawia się o przyszłość swojego kraju. W tym samym czasie Frank Frink próbuje dojść do siebie po przesłuchaniu przez Kempeitai. Ten wątek jest chyba dla mnie najciekawszy tym razem. Frink jest złamany i załamany, co jest doskonale przekazane widzowi. Do tego czeka go kilka ciężkich rozmów i przykrych obowiązków. Ogólnie jest depresyjnie, ale też świetnie widać stopniową przemianę bohatera, aż do końcowych scen odcinka, gdzie całkowicie zmienia postawę, a depresję i smutek zastępuje złość i chęć zemsty.

Jak wspomniałem, dosyć pozytywnie zaskoczył mnie John Smith, który próbuje dojść do tego, kto jest wtyczką ruchu oporu w jego biurze. Nareszcie pokazuje on pazur i udowadnia, że jest niezłym skurczybykiem – metoda jaką sprawdził lojalność swojego najbliższego współpracownika wprawdzie mnie wielce nie zaskoczyła jako taka, jednak wcześniej się tego po Smicie  nie spodziewałem. Ok, był od samego początku ukazany jako badass, jednak było to dosyć sztuczne i mało wiarygodne, teraz natomiast pokazał prawdziwe jajca i powoli zasługuje na miano głównego szwarccharakteru.

High Castle S01E03_03

Podsumować cały odcinek mogę w zasadzie jednym zdaniem: póki co serial trzyma ciągle ten sam dobry poziom. Jak już wspominałem w recenzjach poprzednich odcinków, klimat i akcja w Człowieku z Wysokiego Zamku jest dosyć specyficzna. U mnie to zaskoczyło i to z odcinka na odcinek co raz bardziej wciągam się w ten alternatywny świat. Mimo, że pewnie znajdą się tacy, którzy stwierdzą, że wszystko w tym serialu jest rozwleczone, a może nawet odważą się stwierdzić, że nudne, to dla mnie jest to idealne tempo dla tej produkcji. Dzięki temu zabiegowi, można się skupić na postaciach i zdecydowanie lepiej je poznać. Jedyne co mi przeszkadza jak na razie, to zbyt lekki akcent postawiony na Księgę Przemian inaczej nazywaną Wyrocznią, która u Dicka była w zasadzie najważniejsza i daje całej historii ton mistycyzmu i niezwykłości.

Wszystkie zdjęcia pochodzą z portalu hidden remote.