Battlestar Galactica ? ?Hero? (odcinek 3×08, recenzja)

Flotę dogania uciekinier z cylońskiego więzienia o swojsko brzącym nazwisku Daniel Nowaczek. Początkowo wszyscy się cieszą, ale potem okazuje się, że jego pojawienie się ujawnia ciemną tajemnicę z przeszłości starego Adamy, a do tego sama ucieczka z więzienia jest grubymi nićmi szyta.

Generalnie nie jest źle. Dowiadujemy się, że nawet Adama, który do tej pory był wzorem cnót, też może mieć ciemną przeszłość. Jego tajemnica zahacza o prapoczątki ataku Cylonów na Kolonie i… uważam, że admirał trochę przesadza, gdy twierdzi, że jest winny rozpętania wojny. Owszem, naruszył linię demarkacyjną i zatarł ślady, ale to nie na niego spada cała odpowiedzialność, która według mnie obciąża również ówczesne dowództwo. Tymczasem stary Adama rozpacza i honorowo bierze całą winę na siebie.

Za pewną dziurę logiczną uważam zbyt łatwe odnalezienie floty przez Nowaczka, co tak na prawdę przekłada się na fakt, że Cyloni przez cały czas znają dokładną pozycję ludzi. Skoro tak jest, to dlaczego maszyny nie uderzą z całą siłą? Miały czas i zasoby, by pokonać 12 planet, a nie mogą poradzić sobie z jednym wojskowym okrętem? Z zaskoczenia? Kilkoma lub kilkunastoma okrętami-bazami? Dręczyli ludzi przez kilka pierwszych odcinków, a teraz nie mogą? I zamiast tego wysyłają Nowaczka mając nadzieję, że on sam jeden skłóci ludzi i wykończy flotę? No błagam…

Odcinek nie jest zły. Nie przynudza tak, jak niektóre poprzednie, ale i niestety nie trzyma napięcia i nie wciąga tak, jak potrafił to robić pierwszy sezon.