Star Trek Enterprise: Singularity ? recenzja (odcinek 2×09)

Enterprise zbliża się do czarnej dziury, której promieniowanie sprawia, że załoga zaczyna się dziwnie zachowywać……

Odcinek wpasowujący się w pewien cykl startrekowych odcinków. W każdej serii mamy do czynienia z czymś co dziwnie wpływa na załogę (Naked time czy Naked Now chociażby). Tutaj mamy zgubny wpływ promieniowania, przez które załogę ogarnia szaleństwo. Archera ogarnia obsesja na punkcie listu, Hoshi obsesyjnie próbuje ugotować pewną potrawę a Trip hałasuje na mostku przebudowując kapitański fotel. Z tego wszystkiego najciekawszą obsesje ma prawdopodobnie Malcolm Reed który uparcie próbuje utworzyć system szybkiego reagowania który nazywa tactical alert, a Trip żartobliwie nazywa to ?Reed alert? co jest fajnym żartem scenarzystów niestety nieprzetłumaczalnym na nasz piękny język. Ogólnie odcinek całkiem sympatyczny, oczywiście przewidywalny i raczej niezaskakujący ale za to z ciekawym akcentem na zakończenie, czyli alarm Reeda jednak będzie wykorzystywany w całej gwiezdnej flocie. Innymi słowy wiemy komu dziękować, gdy w pozostałych seriach kapitan krzyczy ?Red alert?.