Battlestar Galactica ? ?Torn? (odcinek 3×06, recenzja)

Aha… Czyli teraz scenarzyści serwują nam wyścig do Ziemi. Jeśli dobrze odczytuję ich intencje, to teraz Cyloni i flota z BSG będą wpadać co chwilę na siebie niejako przy okazji. Przynajmniej tak wynikałoby z tego odcinka, bo Koloniści mają Gaetę, a Cyloni mają Baltara, przy czym oboje w tym samym momencie wpadają na ten sam pomysł…

I to by było na tyle, jeśli chodzi o ten odcinek. Bo cała reszta jest dość nijaka. Motyw z „cierpiącymi” Starbuck i pułkownikiem Tigh może i jest w jakimś tam stopniu naturalną konsekwencją zdarzań na Nowej Caprice, ale wydaje mi się, że to troszkę za mało, żeby robić z tego jeden z dwóch głównych wątków.

O ile jednak to jeszcze da się jakoś przeżyć, to sceny z okrętu-bazy z Baltarem sieją okropną nudą, a motyw muzyczny na klawiszach, który można wtedy usłyszeć, przyprawia o skręt kiszek.

Jak w pewnym polskim filmie: „nuda… Nic się nie dzieje, proszę pana. Nic. Taka, proszę pana…”