Człowiek z Wysokiego Zamku / Man in the High Castle – The New World (sezon 1, odcinek 1, recenzja)

Długo szukałem kolejnego serialu science fiction, który mógłbym obejrzeć po Dark Matter. Ostatecznie postanowiłem trochę zmienić klimat i pójść w historię alternatywną, zatem padło na „Człowieka z Wysokiego Zamku”, który narobił trochę szumu w zeszłym roku na scenie serialowej. Problem w tym, że jest on oparty na wręcz kultowej powieści Philipa K. Dicka o tym samym tytule. Przyznam, że obawiałem się ekranizacji i to w zasadzie odwodziło mnie do obejrzenia pierwszego odcinka przez dobre dwa tygodnie. W końcu jednak się przemogłem i zasiadłem do pilotowego epizodu. O moich wrażeniach oczywiście piszę poniżej.

Man in High Castle S01E01_00

Akcja Człowieka z Wysokiego Zamku toczy się w 1962 roku na terytorium Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej, które po przegranej Drugiej Wojnie Światowej jest podzielone na zachodnie japońskie Pacyficzne Stany Ameryki, środkowe część kontynentu i wschodnie wybrzeże, które stało się Większą Rzeszą (Greater Nazi Reich) oraz strefę neutralną bądź buforową zwaną inaczej Stanami Gór Skalistych (Rocky Mountain States). Hitler wciąż żyję, ale według pogłosek i przewidywań niewiele już mu tego życia pozostało. Wszystko dokładnie tak, jak to widzimy w książkowym pierwowzorze.

Na płaszczyźnie fabularnej odchylenia od książki są już spore i nie ma co się za wiele nad nimi rozwodzić. Najwierniejsza pierwowzorowi pozostaje pozostaje postać pana Tagomi i jego wątek. Jest to wysoko postawiony w Pacyficznych Stanach przedstawiciel władz japońskich, który w podejmowaniu decyzji mocno kieruje się starożytną chińską Księgą przemian (Yijng). Poznajemy go, gdy wraz z ambasadorem Rzeszy dopracowuje szczegóły odwiedzin japońskiej pary księżęcej. Później, odbiera tajnego agenta niemieckiego niejakiego Baynesa, który ostrzega jego, jak i cały naród japoński przed zbliżającą się wojną i zagładą Kraju Kwitnącej Wiśni, który jest wyraźnie mniej zaawansowany technologicznie niż Niemcy. Ten wątek zapowiada się naprawdę ciekawie, tym bardziej, że jest on bardzo bliski temu, co możemy przeczytać w książkowym oryginale.

Man in High Castle S01E01_01

W Stanach Pacyficznych, w San Francisco poznajemy też Julianę Crain, młodą kobietę, która wydaje się przyjąć okupację jako coś, czego nie jest w stanie zmienić i stara się żyć jak najlepiej jak może. Uczęszcza na zajęcia Aikido, mówi po japońsku, korzysta z dobrodziejstw japońskiej kultury. Wszystko przewraca się do góry nogami, kiedy jej siostra Trudy zostaje zabita na jej oczach przez siły porządkowe okupanta, zaraz po tym jak przekazała Julianie tajemniczy pakunek. Okazuje się nim zestaw filmów o tytule „Utyje szarańcza” („Grasshopper Lies Heavy”), na których przedstawiona jest całkowicie inna historia, w której to alianci wygrywają wojnę. W pakunku od siostry był też bilet autobusowy do niejakiego Canon City w strefie neutralnej. Wstrząśnięta tym wszystkim co się wydarzyło, Juliana postanawia pojechać do Colorado i wyjaśnić dlaczego zginęła jej siostra.

Man in High Castle S01E01_03

Trzecim ważnym bohaterem, którego poznajemy w pilocie serialu jest Joe Blake, 27 latek w pierwszej scenie serii ogląda propagandową kronikę w kinie, a następnie udaje się na spotkanie z przywódcą amerykańskiego ruchu oporu. Dostaje on za zadanie zawieźć ciężarówkę z ważną kontrabandą do Canon City w strefie neutralnej. Ostatecznie okazuje się, że tak naprawdę przemyca on rolki filmu „Utyje szarańcza”, a co ważniejsze jest agentem SS. Jak łatwo się domyślić, na koniec odcinka spotyka Julianę już w Canon City. . Jak na razie postać ta wydaje się bardzo nijaka, bez wyrazu, a co gorsza bez problemu rozgryzłem twist na końcu odcinka z nią związany w zasadzie w pierwszych minutach. Wydaje się najsłabszym elementem serialu, ale mam nadzieję, że w kolejnych epizodach się to zmieni.

Man in High Castle S01E01_04

Jak na razie, na głównego antagonistę w serialu wyrasta SS Obergruppenführer John Smith, grany przez Rufusa Sewella i trzeba przyznać, że jak na czarny charakter zapowiada się on całkiem nieźle. Póki co widać, że nie przebiera on w środkach, aby osiągnąć cel. Tortury czy egzekucje nie robią na nim wrażenia. Trochę jeszcze brakuje głębi tej postaci, ale liczę, że to przyjdzie z czasem.

Nie mogę też nie wspomnieć o scenografii oraz wszelkich ukłonach w stronę książki Dicka. Z jednej strony widać dbałość o szczegóły. Wszędzie powiewają flagi stanów pacyficznych albo Większej Rzeszy. Tu gdzieś naklejony jest plakat propagandowy, tam swastyka. Do tego policjanci uzbrojeni nie gorzej niż regularna armia, co daje poczucie, że jest to okupacja i totalitaryzm. Samochody, ubrania, technologia – wszystko pozwala nam się wczuć w alternatywny rok 1962. Do tego smaczki typu praca Franka Frinka, narzeczonego Juliany w fabryce starych Coltów, bo Japończycy lubują się w starych amerykańskich rzeczach, strach przed tym, ze ktoś jest pochodzenia żydowskiego, lub autobus do strefy neutralnej, pełen czarnoskórych, niepełnosprawnych ludzi, czy też wszystkich tych innych, który aparat władzy nie przewiduje w swoim społeczeństwie. Jednak czasami mimo starań scenografia czy też efekty specjalne wychodzą słabo i dają poczucie sztuczności. Tak na przykład miało to miejsce z centrum Nowego Jorku, czy też rakietowym samolotem pasażerskim, który przyleciał do San Fran. Odnosi się wrażenie, że na tym elemencie produkcji, twórcy jednak mocno oszczędzali.

Man in High Castle S01E01_02

Podsumowując, pierwszy odcinek Człowieka z Wysokiego Zamku jest całkiem ciekawy i dobrze zrealizowany. Dla niektórych może jednak wydać się za bardzo rozlazły i pozbawiony w zasadzie całkowicie akcji. Mnie jednak jakoś to za bardzo nie przeszkadzało. Widać, że twórcy postawili pilotowi nieco inne zadanie. Miał on zapoznać widza z sytuacją polityczną oraz przedstawić głównych bohaterów i to moim zdaniem udało się bardzo dobrze. W prawdzie różnice w stosunku do ksiąski Dicka są ogromne, ale nie przeszkadza mi to w zasadzie, natomiast samo tło „historyczne” zostało dobrze odwzorowane. W zasadzie oprócz pana Tagomi i Baynesa, pozostałe postacie nawet jeśli mają nazwiska znane z papierowego oryginału, to ich usytuowanie w fabule jest inne.  Natomiast samo uniwersum różni się istotnie w zasadzie jedną rzeczą. Mianowicie, „Utyje szarańcza” to kronika filmowa, a nie jak u Dicka książka. Co więcej jest ona również zakazana w japońskiej strefie okupacyjnej, co nie miało miejsca w oryginale. Zastrzeżenie mam również do degradacji Księgi przemian. W książce, jest ona w zasadzie jednym z jej najistotniejszych elementów, w przypadku serialu natomiast pojawia się ona w prawdzie, ale póki co wydaje się, że nie będzie odgrywać aż tak ważnej roli. W każdym razie, chętnie sięgnę po kolejny odcinek. Pilot spełnił swoje zdanie – wzbudził we mnie ciekawość i chęć kontynuacji przedstawionej historii.

Wszystkie zdjęcia pochodzą z portalu imdb.