Sci-fi na Dzień Dziecka?

Jakiś czas temu z okazji Walentynek Bartas spisał listę filmów Sci-Fi, które może z czystym sumieniem polecić zakochanym parom. Kontynuując tradycję postanowiłem zrobić coś podobnego z okazji Dnia Dziecka. W sumie jako ojciec dwóch łobuzów w wieku 7 i 8 lat chyba mogę, co nie? A zatem oto lista filmów, które mogą zainteresować kilkulatków, a może i całe rodziny…

Kaczor Dodgers z 24. i Pół Wieku

dodgers

Klasyk nad klasykami opowiadający o walce o dominację nad tajemniczą planetą X, na której można znaleźć strategiczne złoża głównego składnika pianki do golenia. Rewelacyjna parodia wielu produkcji typu pulp sci-fi z lat 50. i 60. Niewielu jednak wie, że pojedynczy odcinek przygód Kaczora Daffiego został jakiś czas temu przekształcony w pełnoprawny serial pod uproszczonym tytułem „Kaczor Dodgers”. Przez serial przewija się wiele postaci z kreskówek Warner Bros, między innymi Yosemite Sam, Diabeł Tasmański i wielu innych. W polskiej wersji głosu głównemu bohaterowi udziela rewelacyjny Stefan Knothe. Bomba!

Iniemamoci

iniemamocni

Świetna parodia kina superbohaterskiego w wykonaniu Pixara. Historia nietypowej amerykańskiej rodziny, w której każdy z członków na super moce. Ze względu na to, że w przeszłości bohaterowie ochraniając miasto je troszkę zburzyli, rząd wprowadził program ich ochrony, podobny trochę do programu ochrony świadków w sądach. Bohaterowie nie mogą się wychylać i muszą ukrywać swoje moce. Problem w tym, że głowa rodziny tęskni na awanturniczym życiem, a na dodatek na horyzoncie pojawia się super-niebezpieczeństwo…

To na prawdę świetny film i mam wrażenie, że troszkę niedoceniany. Każdy znajdzie tam coś dla siebie. Dzieciom spodobają się sceny walki ze złoczyńcą, dorośli uśmieją się z odniesień do Jamesa Bonda. Polecam z czystym sumieniem.

Wall-E

wall-e

Skoro już jesteśmy przy pixarowych produkcjach Sci-Fi, to nie sposób nie wspomnieć o filmie Wall-e. Przeuroczy robot o osobowości bardziej rozbudowanej, niż niejedna postać z popularnych filmów aktorskich dla amerykańskich nastalatek, ma za zadanie oczyszczanie opuszczonej Ziemi ze śmieci. W tym samym czasie ludzie, żyjąc w luksusach na pokładzie ogromnego statku kosmicznego czekają, aż Ziemia będzie oczyszczona na tyle, że będzie można na nią powrócić. Co jakiś czas na planetę zostaję wysłana sonda – Eva, która sprawdza jaki jest stan naszej planety. Oczywiście Eva wpada na Walliego, zakochują się w sobie, a potem jest jeszcze fajniej.

Co to dużo mówić… Świetna animacja, bajkowy klimat i dyskretny humor. Dodatkowo nie można odmówić tej produkcji sporej dozy artyzmu i nostalgii. Poza świetną frajdą daje też troszkę do myślenia.

E.T.

et

Klasyk nad klasyki. Historia przyjaźni chłopca z zagubionym kosmitą, pragnąc tylko wrócić do domu. Pamiętam, gdy oglądałem ten film jakoś na przełomie lat 80-tych i 90-tych zeszłego wieku (tak, jestem taki stary). Początkowo pomarszczona buźka ufoludka budziła lekki wstręt, ale potem, gdy okazało się, że ET ma wielkie serce, to gdzieś tam na końcu filmu pokazała się łezka. Wprawdzie film się zestarzał, ale za to jak pięknie…

Powrót do Przyszłości

back-to-the-future

Tym razem propozycja dla odrobinę starszych dzieciaków. Kapitalny pomysł, wspaniałe wykonanie. Główny bohater, Marty McFly przenosi się w czasie do lat młodości swoich rodziców, czym uruchamia lawinę nieporozumień, wpadek i wypadków. Najgorsze jest to, że jego własna matka – wtedy zwykła uczennica liceum – zakochuje się w nim zamiast w ojcu, co stawia pod znakiem zapytania istnienie Martiego (klasyczny przypadek „paradoksu  dziadka”). Celem Martiego, oprócz powrotu do własnych czasów, staje się również rozkochanie w sobie swoich rodziców.

Niebanalny humor, wspaniałe postacie, genialne mrugnięcia okiem do widzów („Darth Vader z planety Vulcan”). No i kto po oglądnięciu tego filmu nie marzył o DeLoreanie?

Gwiezdne Wojny

star-wars-a-new-hope

Na zakończenie zostawiłem chyba największy przebój, który na 100% zainteresuję kilkulatków. Wiem z doświadczenia i polecam w ciemno markę Gwiezdnych Wojen rodzicom wszystkich chłopców w wieku od 6 lat wzwyż. I w sumie nie jest tu ważne, czy zaczynamy chronologicznie (czyli od „Nowej Nadziei”), czy też od czegoś mniej oczywistego (np. od serialu „Wojny Klonów”). Jestem pewien, że historia Luke’a, walki na miecze świetlne, czy pościgi X-Wingami zawładną wyobraźnią milusińskich. A kto wie? Może – jak dla wielu znajomych i również dla mnie – uniwersum SW będzie dla nich na tyle interesujące, że stanie się początkiem poważniejszego hobby?

A Wy? Macie swoje ulubione produkcje? Zapraszam do dyskusji na FB!