Battlestar Galactica ? ?Precipice? (odcinek 3×02, recenzja)

Trudno omawiać pojedyncze odcinki BSG, skoro historia nie mieści się w jednym odcinku, ale ciągnie się przez kilka z nich. Tak samo jest w tym przypadku, bo fabuła jest kontynuacją tego, co zdarzyło się poprzednio. Ludziom dzieje się źle, ale po samobójczym ataku jednego z członków ruchu oporu Cyloni jeszcze bardziej zaostrzają reperkusje. Oczywiście ludzie odpowiadają po swojemu i spirala nienawiści ciągle się nakręca.

Faktycznie niewiele się dzieje, a historia rozkręca powoli. Gdyby tylko jeden odcinek opowiadał o życiu pod okupacją maszyn, to byłoby całkiem fajne. Dwa odcinki praktycznie o tym samym troszkę nudzą. Sytuację ratuje cliff-hanger, bo wydaje się, że maszyny jednak przeprowadziły egzekucję ludzi. Oczywiście jest to niemożliwe, bo wśród posłanych na śmierć jest kilku bohaterów, o których wiadomo, że jeszcze się w serialu pojawią. A zatem filmowcy przygotowali nam niespodziankę w stylu „wszyscy wiemy, że ludzie ujdą z życiem, ale niech się przez kilka dni widzowie głowią jak”.

Podsumowując: nie jest tragicznie, ale dają o sobie znać dłużyzny.