Battlestar Galactica ? ?Occupation? (odcinek 3×01, recenzja)

Uuuu… No to się porobiło. Jeszcze nie tak dawno narzekałem na nijakie odcinki, ale można było się spodziewać, że na przełomie sezonów będziemy mieli niezłe zwroty akcji.  Ludzie zapragnęli spokoju i stateczności, dlatego osiedlili się (głupio) na planecie, gdzie Cyloni mogli ich odnaleźć w każdej chwili. Oczywiście szlag wszystko trafił, bo maszyny odnalazły nową kolonię. Dwie Cylonki zapragnęły pokoju z ludźmi, ale to nie miało prawa się udać, skoro spotkanie z ludźmi nastąpiło w towarzystwie małej floty inwazyjnej. Wszystko się sypie, resztki floty uciekają, misja pojednawcza Cylonów zamienia się w okupację, pojawiają się kolaboranci… Jakby do tej pory ludziom się wiodło.

Wydaje się, że scenarzyści znaleźli sposób, by zmienić trochę scenerię serialu. Do tej pory większość akcji kręciło się wokół ucieczki w kosmosie, ale teraz ludzkość została uziemiona na nieprzyjaznej (z powodu przyrody i okupacji) planecie. I bardzo mi się to podoba. Reakcje ludzi, staczanie się Baltara, tworzenie ruchu oporu, a także kolaboracja – to wszystko jest pokazane świetnie i lubię to, jak niejednorodnie została pokazana ludzkość. Oczywiście jest pesymistycznie i dołująco (zupełnie jak dotychczas), ale tak właśnie ma być.

Nie wszystko jest wyjaśnione i część tych tajemnic drażni. Dlaczego Starbuck została odizolowana od reszty ludzi w pseudo-normalnym mieszkaniu? Skąd ruch oporu bierze materiały wybuchowe? W jaki sposób umówiono sposoby kontaktowania się między ruchem oporu i informatorem? Mam nadzieję, że to niespodzianki zostawione na później.

„Uprzejmi koledzy” zasugerowali mi niedawno, jakoby od trzeciego sezonu następowało obniżenie formy scenarzystów, ale po pierwszym odcinku jeszcze tego nie widać. Jest dobrze.