PIFKO w Zaginionej Świątyni, czyli ucieczka z drugiego escape roomu Let Me Out

Jak wspomniałem już w poprzedniej relacji z escape roomu zabawa w próbę wydostania się z zamkniętego pokoju bardzo przypadła nam do gustu, zatem nasza wspólna wyprawa do kolejnego była tylko kwestią czasu. Tym razem padło na Zaginioną Świątynię, znów z Let Me Out – po pierwsze dostaliśmy rabat przy poprzedniej wizycie, a po drugie i tak nie dało się odciągnąć od tej myśli Bartasa, gdy tylko usłyszał, że pokój jest w klimatach Indiany Jonesa 🙂

Do wyzwania stanęliśmy w poprzednim zwycięskim składzie, czyli Marlena, Bartas, Śmiecho, Mavis i ja. Podobnie jak poprzednio, na ucieczkę  mieliśmy 45 minut oraz 3 podpowiedzi. Na tym podobieństwa się nie kończyły – niestety tym razem znów zabrakło nam jakiegokolwiek wprowadzenia fabularnego w zabawę. Pokój wydawał się mniejszy od poprzedniego, ale za to nadrabiał zdecydowanie klimatem – startowaliśmy praktycznie w całkowitych ciemnościach, a Bartas dostał nawet kapelusz Indy’ego 😀 Wystrój się naprawdę sprawdził i wszyscy mieliśmy podobne odczucia na koniec, że zdecydowanie było pod tym względem lepiej niż na Stacji Kosmicznej. Zabrakło jedynie jakichś dobrych, atmosferycznych efektów dźwiękowych, które moglibyśmy cały czas gdzieś w tle słyszeć.

Jeśli chodzi o same zagadki i ich poziom trudności wydawał się lekko łatwiejszy niż na Stacji Kosmicznej. Nie było jakichś wielkich twistów, czy mocno zagmatwanych problemów. W większości przypadków bardzo szybko orientowaliśmy się o co chodzi.  Z pokoju udało nam się wydostać spokojnie w założone 45 minut i to jeszcze z trzyminutowym zapasem. Wykorzystaliśmy w prawdzie wszystkie podpowiedzi, ale na pocieszenie dodam, że każdym przypadku, gdy o nie prosiliśmy nasz tok rozumowania był dobry, natomiast wątpliwości mieliśmy ze szczegółami. Największe zastrzeżenia mieliśmy w tej kwestii do sejfu. Tak jak w przypadku Stacji Kosmicznej, występowanie pancernego schowka można spokojnie wyjaśnić i nikogo on nie razi, tak w przypadku Zaginionej Świątyni jego występowanie robi się dyskusyjne. Fakt, podobnie można się doczepić też i do kłódek z kodami itp., jednak tutaj jeszcze można sobie jeszcze wyobrazić, że pradawna cywilizacja mogła jakiegoś tego typu mechanizmów używać.

Podsumowując, cała nasza piątka znów bardzo dobrze się bawiła, jednak wszyscy po ostatecznym otwarciu drzwi mieliśmy to samo odczucie: „To już?”. Czegoś nam zabrakło w ostatnim etapie rozgrywki i samo wyjście z pokoju nastąpiło nagle i niespodziewanie. Myślę, że ten pokój sprawdzi się dla początkujących grup, a może nawet lepiej wejść do niego tylko we dwie osoby. Wydaje mi się, że wówczas zabawa byłaby bardziej wymagająca.