Dark Matter – „Episode Thirteen” (sezon 1, odcinek 13 – finał, recenzja)

Po nudnym dwunastym odcinku liczyłem na to, że finał powróci do lepszej formy. Na barkach tego epizodu spoczywał spory obowiązek – to on miał zdecydować, czy zainteresuję się drugim sezonem Dark Matter, czy poprzestanę na pierwszej serii. Ostatecznie, minimalnie udało się mnie przekonać do obejrzenia kolejnych losów załogi statku Raza.

Ostatni odcinek serii zaczyna się w zasadzie od cliffhangera z poprzedniego epizodu. Ktoś unieruchomił androida (tak, znowu – powinien żądać dodatku za straty moralne i zdrowotne:P). Na początku podejrzewane są korporacje, które ostatnio panoszyły się po pokładzie Razy, jednak szybko wychodzi, że musi to być ktoś z załogi. Zaczyna się polowanie, podejrzenia, paranoja i knucie jeden na drugiego. W zasadzie nic więcej powiedzieć nie mogę, aby nie spoilerować, ale ja zawsze najfajniejsze i najśmieszniejsze były dialogi poszczególnych dwójek załogi statku kosmicznego.

DarkMatter_gallery_113Recap_09

Finał sezonu spełnił swoje zadanie. Było jak na ten serial nieźle. Jak w przeciągu wszystkich odcinków, cała siła oparta jest o relacje szóstki załogantów i to była bardzo dobra decyzja. Wyczuwalna była paranoja panująca na pokładzie Razy – każdy podejrzewał każdego, brak zaufania i końcowy cliffhanger, który odkrywa kto był winowajcą. Wszystko było poprawne i nawet ciekawe, ale ogólnie wydawało mi się to za bardzo przeciągnięte na cały epizod Finałowy odcinek i tak był zatem zdecydowanie jednym z najlepszych w serii i daje pewne nadzieję na kolejny sezon, aczkolwiek moje oczekiwania dla tego serialu już dawno dość mocno obniżyłem.

DarkMatter_gallery_113Recap_12

Dotrwałem do końca pierwszego sezonu Dark Matter i szczerze mówiąc nie żałuję czasu spędzonego nad tym serialem, mimo że mam świadomość, że jest on bardzo przeciętny i ma sporo wad. Cenię sobie tę produkcję za humor, lekkość, nie najgorszy świat i niektóre pomysły z Transfer Transit na czele. Wizualnie też nie ma do czego się przyczepić, aczkolwiek czasami było czuć oszczędności na efektach specjalnych i scenografii. Niestety scenariusze odcinków są raczej mało zaskakujące, powiedziałbym wręcz, że prostackie. Przez to wszystko nie było zbyt wiele momentów zaskakujących. Najgorsze jednak były zwyczajne głupoty jakimi się twórcy splamili. Niemniej jednak z przyjemnością obejrzę sezon drugi, ale nie będę na niego czekał z wypiekami na policzkach.

 

Wszystkie zdjęcia pochodzą z oficjalnej strony SyFy oraz Wikipedii