Darth Maul – Łowca z mroku – recenzja książki

W przeddzień blokady Naboo jeden z Neimodian postanawia zdradzić Dartha Sidiousa i sprzedać informację o zbliżającym się wydarzeniu. Lord Sith nie ma innego wyjścia, jak wysłać swego ucznia Dartha Maula, aby pozbyć się zdrajcy.

Interesująca pozycja sprzed „Mrocznego widma”. Widzimy tu Maula ścigającego po niższych poziomach Coruscant osoby będące zagrożeniem. Trzeba zauważyć, że jest to olbrzymi plus tej książki, bo zazwyczaj w stolicy Republiki akcja dzieje się na poziomach najwyższych, więc możemy poznać tę planetę-miasto z innej perspektywy. Sama książka jest interesująca, bo dostajemy całkiem przyzwoitą akcję, która praktycznie nie zwalnia. Przy okazji poznajemy jeszcze nowych Jedi oraz bardzo ciekawego oszusta Lorna (taki Han Solo) i świetnego droida I-5, który jak dla mnie skradł całą powieść. Po za tym, jest to historyjka z gatunku lekkich, łatwych i przyjemnych i tak to trzeba odbierać. Przez całą powieść grupa ucieka przed Sithem i myślę, że każdy kto czyta tę książkę doskonale wie kto wygra w tym pojedynku,  co powoduję, że ciężko się przywiązać do tych całkiem interesujących postaci. Dodatkowo dowiadujemy się ciekawych rzeczy o Zakonie Jedi. Niestety historia nie może nas zaskoczyć, bo oczywiste jest, że informacja o blokadzie nie wyjdzie na jaw. Natomiast pojawia się pytanie o to, czy ta tajemnica jest rzeczywiście aż tak istotna. Oczywiście, że dla Jedi fakt, że mroczny lord Sith planuję blokadę Naboo jest ważna dlatego, że nie wiedzą, że istnieje Darth Sidious. Natomiast sam fakt blokady niewiele znaczącej planety nie jest chyba aż tak znaczący, zwłaszcza, że i tak Jedi zostali wysłani, aby zapobiec blokadzie, co doprowadza nas do występu Obi-wana Kenobiego w tej powieści. Jak na mój gust zdecydowanie doklejony na siłę tylko po, by bezpośrednio nawiązać do „Mrocznego widma”. Warto jeszcze zauważyć, że książka kończy się dokładnie w momencie wyruszenia Obi-wana i Qui Gon Jinna.