Battlestar Galactica ? ?Sacrifice? (odcinek 2×16, recenzja)

Grupa radykałów organizuje atak, w którym biorą zakładników. Głównym celem jest wymiana ich na Sharon – ucieleśnienie ludzkich obaw i nienawiści. Terroryści zakładają, że Sharon manipuluje Adamą i flotą, by uzyskać jakieś własne cele i chcą temu przeszkodzić. 

Nie wiemy tak na prawdę, czy to, co zrobiła Sharon do tej pory jest szczere, ale można zakładać, że tak. W końcu pomogła robić w puch całą cylońską armię (gdy wbiła sobie światłowód w rękę). Generalnie jej rady brzmią szczerze, chociaż z drugiej strony Boomer wydawała się na początku tak samo niewinna. Mimo wszystko zakładałbym, że nie ma wobec głównych bohaterów złych zamiarów.

Widać jednak – i to mi się podoba – że pozostali ludzie mają co do tego wątpliwości. Czy brzmi to logicznie i spójnie? Raczej tak. To ciągle świadczy dobrze o serialu, chociaż z drugiej strony zaczyna mi brakować tego czegoś „kosmicznego”. Mamy kolejny odcinek, który – choć fajny – równie dobrze mógłby się dziać nie na okręcie kosmicznym, ale gdzieś w barze na Ziemi. Raz, może dwa razy jestem w stanie to przełknąć, ale jeśli takie historie zaczną się pojawiać zbyt często, to uznam, że scenarzyści stracili z oczu główny wątek. Chociaż…

Zbliżamy się powoli do końca drugiego sezonu, a to pewnie oznacza, że scenarzyści szykują trzęsienie ziemi. Zawsze tak jest. W ostatnim odcinku sezonu wybucha jakaś bomba, żeby widzowie z niecierpliwością czekali na pierwszy odcinek kolejnego sezonu. Tylko żeby tak się stało, ostatni odcinki muszą odrobinę zwolnić i to właśnie widzimy od pewnego czasu. Niby wojna jest, ale jakoś udało się od niej uciec.

Czekam zatem na koniec sezonu.