Star Trek Enterprise: Dead Stop ? recenzja (odcinek 2×04)

Uszkodzony Enterprise natrafia na tajemniczą bezzałogową stację, gdzie mogą dokonać napraw. Jednak cena za pomoc okazuję się być wyższa niż załoga podejrzewa…

Bardzo ciekawy odcinek, który przypomina mi trochę klasyczne odcinki z kapitanem Kirkiem. Mamy to potężną, nieznaną nam technologie, wobec której wydajemy się być totalnie bezsilni. Do tego należy dołożyć akcenty humorystyczne no i dość mocne uczucie bezsilności w konflikcie z tak dobrze rozwiniętą technologią. Oczywiście od początku wiadomo, że Archer sobie poradzi z problemem, ale to w niczym nie zmienia faktu, że ogląda się ten odcinek naprawdę przyjemnie. Trochę mnie co najwyżej razi dziwna beztroska załogi, która spotyka nieznaną stację i nie tylko zezwala tejże na naprawy, ale dodatkowo pozwala się jej karmić. No ale cóż, ludzie jak widać są ufni i chętnie wierzą, że stacja działa na ich korzyść. Lekki, łatwy i przyjemny odcinek. No i miło, że mamy niejako kontynuację poprzedniego epizodu.