Battlestar Galactica ? ?Scar? (odcinek 2×15, recenzja)

Piloci myśliwców ochraniają statek wydobywczy, który pod nosem Cylonów próbuje zdobyć bardzo ważne minerały. Sprawa jest o tyle ważna, że dzięki tym minerałom będzie możliwe wzmocnienie sił lotniczych. Niby sił wroga nie ma w pobliżu, bo po zniszczeniu „Arki Wskrzeszenia” Cyloni się wycofali i teraz o wiele ostrożniej narażąją swoje siły, ale i tak wszystko utrudnia jeden cyloński pilot-statek i jednocześnie as pilotażu, który uwziął się na ludzi.

Oczywiście rodzi to więcej pytań, niż odpowiedzi.

Dowiadujemy się, że piloci cylońskich myśliwców są tak samo wskrzeszani, jak humanoidalne modele maszyn. Serio? Ale przecież wcześniej dowiedzieliśmy się, że są to formy życia budowane/hodowane tylko do celów walk w kosmosie! Myśliwiec to ich ciało! W pewnym momencie padło nawet stwierdzenie, że trzeba je traktować jak hodowlane zwierzęta, które nie myślą, ale posługują się instynktem. Czy wszystkie – nawet te – maszyny są wskrzeszane?

Kolejna sprawa to zawzięcie, z jakim „Szrama” polował na ludzi. Ok, Sharon wyjaśnia jego motywy, że niby śmierć jest na tyle traumatyczna, że po kolejnym wskrzeszeniu psyche pilota jest mocno skrzywione nienawiścią. Dlaczego jednak nie dotyka to innych Cylonów? Przecież Ósemka lub Sharon tez były wielokrotnie zabijane, a jednak nie czują do ludzi tego, co „Szrama”.

Z jednej strony podoba mi się takie zagranie. Mamy tutaj „uczłowieczanie” Cylonów i nie mam tu na myśli dobrego znaczenia tego słowa. Scenarzyści pokazują, że nasi wrogowie też czują zimną nienawiść. Z drugiej jednak pod znakiem zapytania stoi ich „maszynowość”. To trochę burzy porządek, którego spodziewają się widzowie. Świat przedstawiony po raz kolejny okazuje się inny, niż zakładamy. Oby to nie popsuło jego spójności.

Podsumowując: odcinek jest dobry. A już na pewno bardziej fantastyczny, niż „samotny detektyw w mundurze”, którego zaserwowano nam poprzednio.