Dark Matter – „Episode Eleven” (sezon 1, odcinek 11, recenzja)

Jedenasty odcinek to bezpośrednia kontynuacja akcji z poprzedniego epizodu. Plan kradzieży tajemniczej technologii się ostatecznie udał, ale załoga Razy to dzieci, które dały się wykiwać drugiej ekipie najemników. Zatem teraz trzeba jakoś odbić statek i zemścić się na zdrajcach.

Tym razem w fabule wyczuwa się nawiązanie do „Szklanej pułapki”. Nasi bohaterowie są wprawdzie zamknięci w sejfie, jednak jeden z załogantów okazuje się być na wolności i zaczyna psuć szyki najemnikom dowodzonym przez Wexlera. A w jaki sposób osoba ta się oswobodziła? No cóż, jest to nawet niezły myk związany z cliffhangerem odcinka dziesiątego, którego się domyśliłem zaraz podczas napisów końcowych tamtego epizodu, także można to przewidzieć, jednak wymaga to lekkiego pogłówkowania i przypomnienia sobie faktów z poprzednich odcinków. Jest to całkiem niezły motyw.

DarkMatter_gallery_111Recap_04

Same sceny walki wręcz podczas eliminowania kolejnych przeciwników pozostawiają wiele do życzenia – Daredevil to to nie jest, można powiedzieć klasyk serialowy: dynamiczne bliskie ujęcia, szybkie zmiany kadrów, tak żeby jak najmniej samej walki widzieć 🙂 Znowu, nawet ciężko nazwać spoilerem to, że ostatecznie naszym ponumerowanym bohaterom ostatecznie udaje się odbić Razę i rozwiązać cały kryzys, bo do braku zaskoczenia już każdy widz raczej przywykł. W tym odcinku główna fabuła jest już tak łopatologiczna, że zastanawiam się po co w ogóle rozciągnęli wątek na dwa odcinku. Spokojnie i tylko z zyskiem na atrakcyjności można było skompresować epizod dziesiąty i jedenasty w jeden. Byłoby dynamiczniej a może i scenarzyści mieli by mniej miejsc na swoje dziwne kretyństwa, których  i tym razem nie zabrakło. Wiem, mocne słowa, ale jak inaczej nazwać to, co oni wyprawiają? Tym razem wymyślili, że załoga Razy jest sporo warta, bo w końcu są wystawione na nich listy gończe ze sporą nagrodą. Zatem ekipa Wexlera postanowiła nie zabijać naszych milusińskich i ma to jak najbardziej sens. Więc co zrobili nasi piraci? Zamknęli ich w szczelnym sejfie bez wentylacji, żeby ostatecznie się udusili… Z resztą głupota i schematyczność porywaczy na tym się nie kończy, ale szkoda czasu na opisywanie tego, trzeba to po prostu zobaczyć.

DarkMatter_gallery_111Recap_08

Jak zawsze w Dark Matter, odcinek ratuje humor. Tym razem najzabawniejsza była przemowa Jedynki wewnątrz sejfu, kiedy tlenu już tam za wiele nie było i wszyscy byli przez to na lekkim rauszu 🙂 Co z tego wyszło nie zdradzę, ale warto choćby dla tej sceny obejrzeć ten epizod. Drugą mocną serialu są oczywiście relację między postaciami i tym razem też nie można złego słowa na ten temat powiedzieć. Konsekwentnie powraca temat przewijający się przez cały sezon, czyli pytanie, czy amnezja powoduje, że natura człowieka może się zmienić, czy też jest ona wdrukowana w człowieka i pamięć nie ma nic do rzeczy. Do tego warto jeszcze wspomnieć o tym, że nareszcie dowiadujemy się czegoś na temat przeszłości Dwójki, która do tej pory była skąpo dawkowana przez scenarzystów. Zakończenie odcinka, jak można się spodziewać to cliffhanger, który każe myśleć, że na początku kolejnego dowiemy się czym była tajemnicza technologia, którą najemnicy wykradli ze stacji badawczej.

Znowu ciężko jest mi jednoznacznie ocenić odcinek. Zaczynam przekonywać się do określenia, że dany odcinek jest po prostu darkmatterowy. Znów mamy dobry humor, postacie też chętnie się ogląda, natomiast to co z fabułą wyprawiają scenarzyści mnie poraża. W tym przypadku dochodzi jeszcze kolejny zarzut, że w zasadzie jest to odcinek niepotrzebny i wraz z poprzednim powinien stanowić pojedynczy epizod. Myślę, że jeśli komuś do tej pory konwencja tego serialu nie przeszkadza i jest w stanie przymknąć oko na wiele dziwactw, to ten odcinek w żaden sposób nie będzie odbiegał jakością od tych, które widział do tej pory.

Wszystkie zdjęcia pochodzą z oficjalnej strony SyFy oraz Wikipedii