Star Trek Enterprise: Carbon Creek ? recenzja (odcinek 2×02)

Podczas tradycyjnej kolacji u Archera, T’Pol opowiada historię swojej babki, która jest zaskakująco związana z Ziemią…

Tu mam problem. Pamiętam, że kiedyś ten odcinek bardzo ale to bardzo mi się nie spodobał. Uznałem go za nudny, nieciekawy i ofiarę tzw. drugiego odcinka, kiedy to trzeba zaoszczędzić trochę pieniędzy, bo zbyt dużo wydaliśmy na odcinek poprzedni. I wiecie co? Pomyliłem się. To naprawdę ciekawy odcinek. Fakt, że jest zrobiony tak, co by nie wydać zbyt dużo na efekty specjalne, ale jakoś przestało mi to przeszkadzać. Za to na pierwszy plan wyszła całkiem ciekawa fabuła, dzięki której dowiadujemy się całkiem sporo o Wolkanach. Okazuje się bowiem ludzkość potrafi ich zafascynować i zaciekawić, a na naszej planecie mogą nawet znaleźć miłosne uczucie. Z kolei zachowanie babci T’Pol stawia pod znakiem zapytania słynny brak emocji u naszych długouszych przyjaciół. Z kolei jest to być może też odpowiedź dlaczego T’Pol tak chętnie przyleciała na Ziemie i niekoniecznie chce opuścić Enterprise. Podsumowując: zaskakująco ciekawy, ciepły i bardzo fajny odcinek.